Jakiś czas temu prowadziłem trening kompetencji życiowych dla osób, które przez długi czas pozostają bez pracy. Celem szkolenia jest rozwinięcie takich umiejętności jak komunikacja interpersonalna, asertywność, rozwiązywanie konfliktów i wiele, wiele innych. Nieważne…

Odtrąceni i spisani na straty

W szkoleniach tego typu uczestniczą osoby będące pod opieką miejskich i gminnych ośrodków pomocy społecznej. Są to często (nie zawsze!) osoby, które w swoich środowiskach są odtrącane i spisywane na straty. Są to ludzie, którym w życiu się nie powiodło i którym trudno uwierzyć, że coś może się zmienić.

Trening, o którym chcę Wam dzisiaj napisać odbywał się w pewnym niewielkim miasteczku. Grupa była niewielka i złożona w większości z kobiet. Wśród uczestników obecny był tylko jeden mężczyzna w wieku około 60 lat. Nazwijmy go „Stanisław”.

Brud, smród i…

Staszek był tak brudny i zaniedbany, że nieprzyjemny zapach czuć było z dużej odległości. Gdy podałem mu rękę na przywitanie poczułem nieprzyjemną lepkość.  Pod paznokciami widać było czarną warstwę, która pewnie zbierała się tam już od dawna. Pozostałe osoby stroniły od niego. Gdy panie w czasie przerw robiły sobie kawę, Staszek sam siedział przy stole. Gdy podczas długiej przerwy zszedłem do restauracji, gdzie mieliśmy zjeść obiad wszyscy siedzieli ścieśnieni przy jednym stole, a Staszek sam przy innym. Jego wygląd i zapach, który unosił się wokół jego osoby był trudny do zniesienia.

Trudna decyzja

Gdy zobaczyłem ten obrazek zrobiło mi się go żal. Panie zrobiły mi koło siebie miejsce, jakby spodziewając się, że nie będę chciał usiąść koło Staszka. Miały rację. Nie miałem ochoty. Jedzenie w obecności osoby, która jest zaniedbana i roztacza wokół siebie nieprzyjemną woń, jest dla mnie problemem. Stanąłem przed wyborem: albo siadam przy stole z kobietami i zostawiam Staszka samego potwierdzając tym samym, że nie chcemy by był blisko nas, albo siadam obok niego będąc narażony na nieprzyjemny zapach w czasie jedzenia obiadu i – jak się spodziewałem – bezskuteczne próby nawiązywania rozmowy, bo Staszek póki co mówił bardzo niewiele.

Jeden problem z głowy

I wtedy, zupełnie instynktownie, bez namysłu, zapytałem panie siedzące przy stoliku, czy my ze Staszkiem zmieścimy się przy nich. Dla mnie miejsce pewnie by się znalazło, ale czułem że Staszek nie będzie mile widziany. Panie stanęły wobec wyboru, albo siedzą przy stoliku wyłącznie w swoim towarzystwie, albo będą miały okazję lepiej poznać trenera, ale on usiądzie z nimi razem ze Staszkiem. Ku mojej uciesze wybrały drugą opcję. Ucieszyłem się, bo miałem przynajmniej jeden problem z głowy – konwersację z małomównym Staszkiem…

W roli proboszcza

We środę pracowaliśmy w grupie nad konfliktem. Podzieliłem uczestników na trzy zespoły, a celem ukrytym celem gry było wywołanie konfliktu. Staszek z Wiesią byli przedstawicielami domu samotnej matki prowadzonego przez kościół. Staszek miał zagrać proboszcza, a Wiesia rzutką gospodynię. Tak jak się spodziewałem „gospodyni” przejęła inicjatywę, ale Staszek był bardzo zadowolony z obsadzenia go w roli „wielebnego”. Pierwszy raz zauważyłem, że się śmieje i żartuje. Cały dzień mijał nam w przyjaznej atmosferze. Ludzie chętnie wykonywali poszczególne zadania, a Staszek coraz chętniej wypowiadał się ze wszystkimi. Zauważyłem, że świetnie radzi sobie z rozwiązywaniem testów, że jest świadomy siebie. Przy żadnym z ćwiczeń nie okazywał oporu, a w jednej ze scenek odegrał nawet teściową śmiejąc się serdecznie.

Zmiana

W miarę upływu treningu czułem, że odzyskuję Staszka dla grupy. Ludzie widząc, że on się otwiera, angażuje w zadania i śmieje, przestali trzymać go na dystans. I choć zapach nadal unosił się ten sam, bo Staszek każdego dnia przychodził ubrany dokładnie tak samo to jednak miałem wrażenie, że nasze nozdrza nie są już tak bardzo wrażliwe.

Jabłka i cukierki

Jednak to co wydarzyło się w czwartym dniu treningu przeszło moje najśmielsze oczekiwania i wzruszyło mnie bardzo mocno. Gdy usiedliśmy przy stole tuż po rozpoczęciu kolejnego dnia szkolenia Staszek wyjął dwie reklamówki. W jednej były piękne czerwone jabłka, a w drugiej cukierki czekoladowe. Powiedział: „To jabłka z sadu proboszcza” i uśmiechnął się szeroko. Pierwsza myśl, która przeszła mi przez głowę była taka, że Staszek ukradł owoce, ale zaraz załapałem jego żart. Przecież dzień wcześniej był proboszczem w „Grze o milion”…

Gdy piszę Wam te słowa to gardło ściska mi wzruszenie. Bo ten moment, w którym Staszek rozdał każdemu jabłko i dwa cukierki, był dla mnie niesamowity. Zobaczyłem jak ważne dla niego było to, że pierwszego dnia zaprosiliśmy go do wspólnego stołu i że potem konsekwentnie przypominaliśmy mu, że jest pełnoprawnym członkiem naszej małej treningowej społeczności. Po raz kolejny zobaczyłem, że pod brudnymi ubraniami kryją się piękni ludzie. I chcę Wam dzisiaj powiedzieć, że bardzo kocham moją pracę. Kocham ją wtedy gdy na sali szkoleniowej spotykam się w świetnie ubranymi i pachnącymi menadżerami, ale kocham ją tak samo, a może nawet nieco więcej, gdy widzę jak śmierdzący i brudny człowiek uśmiecha się, żartuje i przynosi innym jabłka z… sadu proboszcza.

Zapraszam do zapoznania się z ofertą
coachingu i szkoleń!

Coaching
Szkolenia
O mnie
Kontakt