Były takie czasy w historii Polski, a działo się to wcale nie tak dawno temu, że ludzie musieli dopasowywać się do tego, czego oczekiwało od nich społeczeństwo. Dzieci były wychowywane w taki sposób, aby wpasować się w system wartości obowiązujących w państwie, czy też oczekiwania, jakie społeczeństwo miało wobec nich. Dzisiejsze pokolenie 30, 40 i 50 latków miało mocno zakodowane to, żeby się nie wychylać, nie błaznować i nie próbować wyróżniać się. Wszelkie formy inności były mocno piętnowane. Sposobem na życie było bycie jak inni.

W obecnych czasach sytuacja mocno się zmieniła. I choć daleko nam jeszcze do ideału, w którym każdy człowiek może bez obaw pokazywać innym swoje prawdzie ja, to daje się zauważyć nowe podejście do inności, wyróżniania się i bycia sobą.

Dlaczego obawiamy się być sobą?

Choć wiele w tej materii zmieniło się na lepsze to ciągle bycie sobą nie jest łatwe. Ciągle oznacza konieczność przeciwstawiania się silnym naciskom społecznym, a także zmierzenie się z lękiem przed odrzuceniem, a nawet brakiem miłości.

Te lęki bywają niekiedy tak bardzo paraliżujące, że niektórzy ludzie przez całe swoje życie ukrywają przed innymi swoje prawdziwe oblicza. Czynią to przez zakładanie masek, które mają im pomóc w udawaniu kogoś innego i uciekaniu przed prawdą o sobie.

Co więc zrobić, aby zmierzyć się z tymi lękami, a nawet pokonać je?

Poznaj siebie

Pierwszym krokiem do bycia sobą jest poznanie siebie samego takim jakim się jest naprawdę. Poznanie swoich zalet i wad, plusów i minusów, dobrych i złych cech naszego charakteru. Bycie sobą oznacza też zaakceptowanie tego, co w nas samych wydaje się nam być wstydliwe, trudne, czy – używając języka religii – grzeszne. Bycie sobą jest odarciem siebie samego z ułudy bycia kimś lepszym niż jest się w rzeczywistości, ale też z przekleństwa umniejszana sobie i widzenia się jako kogoś znacznie gorszego.

Chcę Wam zaproponować jedno z ćwiczeń, którym posługuję się w pracy z moimi klientami pragnącymi żyć w zgodzie z sobą i dokonać pełnej samoakceptacji. Oto ono:

  1. Podziel kartkę na dwie części i w jednej z nich wypisz wszystkie swoje zalety, a w drugiej wady. Jeśli masz tendencje do widzenia siebie w lepszym świetle zwróć szczególną uwagę na swoje wady; jeśli zaś masz tendencje do umniejszania sobie – zwróć szczególną uwagę na zalety. Zadanie możesz uznać za wykonane, gdy w jednej i drugiej części kartki wypiszesz przynajmniej 8 cech (może być więcej). Nie ograniczaj się w czasie. Daj go sobie tyle, by zadanie było solidnie wykonane.
  2. Poproś 5-10 osób, by zrobili to samo. Powiedz, że zależy Ci na ich szczerości. Zwróć się do nich z prośbą, by pokazali Ci zarówno Twoje wady jak i zalety. Wyznacz im czas do kiedy mają wykonać zadanie. Powiedz, że to dla Ciebie bardzo ważne, że pracujesz nad sobą i potrzebujesz tych informacji do rozwoju osobistego.
  3. Gdy zbierzesz od znajomych ich opinie na temat Twoich wad i zalet zwróć uwagę na te, które powtarzają się na listach, a potem porównaj je ze swoją listą.
  4. Co o Tobie mówi to ćwiczenie? Jakie są Twoje dobre i złe strony? Jaką wartość wyciągniesz z tego dla siebie?

Zaakceptuj siebie

Krok drugi to zaakceptowanie siebie samego. Akceptacja polega zobaczeniu siebie samego takim jakim się jest i uznaniu tej prawdy o sobie. Samoakceptacja nie oznacza zaprzestania rozwoju osobistego i podejmowania wysiłków do rozwijania zalet i pozbywania się wad. Samoakceptacja to taka quasi diagnoza lekarska, uznanie obecnego stanu rzeczy, stanięcie w prawdzie i przyjęcie jej.  Zaakceptowanie siebie to też gotowość do zdjęcia masek pod którymi ukrywamy nasze prawdziwe ja.

W tym miejscu też zaproponuję Wam pewne ćwiczenie. Proponuję, aby zrobić je po wykonaniu pierwszego kroku (patrz wyżej), a więc przyznania się do prawdy o sobie. Gdy uda Ci się już dowiedzieć jaki naprawdę jesteś to stań przed lustrem, spójrz sobie głęboko w oczy i wypowiedz następujące słowa „[Tutaj wstaw swoje imię], kocham Cię!”.

Znam ludzi, którzy żyją w tak mocnej nieakceptacji swojego wyglądu i cech charakteru, że nie są w stanie spojrzeć na siebie z miłością i wypowiedzieć te słowa. Jedna z moich klientek przymierzała się do wykonania tego zadania przez kilka miesięcy, ale gdy je w końcu wykonała wszystko zaczęło się zmieniać.

Ze zrobieniem tego ćwiczenia nie czekaj, aż będziesz chudszy, bardziej cierpliwy, czy w końcu pozbędziesz się trądziku ze swojej twarzy. To ćwiczenie – w kontekście samoakceptacji – ma sens wtedy, gdy przyjmujesz prawdę o sobie: nie jestem idealny, ale takiego siebie kocham. I nie obawiaj się tego, co – być może będzie podpowiadać Ci Twój umysł – że miłość do siebie to egoizm, a egoizm jest czymś złym. Pamiętaj, że w naszym społeczeństwie obowiązuje pewna bardzo mądra zasada, która mówi: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”, a oznacza ona mniej więcej to, że aby dojrzale i mądrze kochać drugiego człowieka, musisz najpierw pokochać siebie.

Pokaż siebie innym

Trzeci krok wymaga najwięcej odwagi. Jest to ten moment, w którym zaczynamy pokazywać się innym tacy jacy jesteśmy. Oznacza robienie tego w taki sposób, który będzie dla nas bezpieczny i odpowiedni.

To wy musicie wybrać tempo „stawania się sobą” i odkrywania swojego prawdziwego ja do siebie i do swojego środowiska. Niektórzy ludzie próbują stosować terapię wstrząsową i nagle serwują swoim bliskim takie prawdy o sobie, które mogą być dla tych ludzi trudne. Zaletą rewolucji jest załatwienie sprawy od razu, ale jej bardzo poważną wadą jest „rozlew krwi” i „ścielenie się trupów”. Ludzie trudno znoszą rewolucyjne zmiany w naszym życiu. W takich sytuacjach łatwiej doświadczyć odrzucenia ze strony naszych bliskich, zerwania relacji i odejść na zawsze.

Na szczęście jest też inny sposób. Ewolucyjne wprowadzanie zmian w naszym życiu. Minusem jest to, że takie zmiany rozłożone są mocno w czasie, a także rozkładanie na dłużej lęku przed odrzuceniem, ale ten sposób jest nieco bardziej „ekologiczny” dla naszych bliskich, bo dajemy im więcej czasu na stopniowe i powoli wprowadzane przez nas zmiany. Ja jestem wielkim zwolennikiem ewolucji w tym zakresie, ale rozumiem też te osoby, które chcą załatwić sprawę za „jednym zamachem”. Nie ma idealnego rozwiązania. Rozwiązanie musi być dopasowane zarówno do naszych potrzeb jak i do środowiska, w którym żyjemy.

Pokazywanie siebie innym to odsłanianie naszego prawdziwego „ja”, to mówienie lub pokazywanie drugiemu człowiekowi kim jestem, jakie są moje wartości, jak chcę żyć. Ten krok można mądrze i pewnie zrobić tylko wtedy, gdy uczynimy dwa pierwsze, a więc dobrze poznamy siebie i przejdziemy przez proces samoakceptacji. Oczywiście powyższe kroki można ze sobą splatać, bo samoakceptację można wzmocnić poprzez doświadczenie akceptacji ze strony innych, więc nie jest to proces czysto linearny. Bardzo Wam polecam dopasowanie go do własnych potrzeb, możliwości i oczekiwań, a ja – gdybyście mieli ochotę skorzystać z profesjonalnej pomocy w tym zakresie – polecam Wam swoje usługi. Uwielbiam pomagać ludziom w procesie stawania się sobą. To jest jedna z najbardziej fascynujących rzeczy, którą mogę robić jako coach.

Dwie ostatnie uwagi

Pamiętajcie, że nie wszyscy ludzie muszą o Was wiedzieć wszystko. Najwięcej warto pokazać sprawdzonym i wypróbowanym przyjaciołom. Oni mają najwięcej miłości do nas, więc – prawdopodobnie – będą w stanie przyjąć najwięcej prawdy o nas.

I ostatnia rzecz – każdy proces stawania się sobą jest obarczony bólem. Żeby pokazać światu nasze piękno musimy zrzucić z siebie ograniczający nas kokon. Bycie sobą nie oznacza podobanie się wszystkim, więc ból, o którym piszę, może Wam towarzyszyć także wtedy, gdy komuś nie spodoba się Wasze prawdziwe „ja” i odejdzie z Waszego życia. Pomimo wszystko warto podjąć ten wysiłek i ponieść tę cenę, bo nie ma nic piękniejszego niż życie w pełnej harmonii z samym sobą.