W niedzielę 13 stycznia podczas 27 finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wydarzyło się coś, co nigdy wydarzyć się nie powinno. Mężczyzna uzbrojony w nóż wszedł na scenę, aby zadać śmiertelne ciosy prezydentowi Gdańska Pawłowi Adamowiczowi. Jak wszyscy wiemy, prezydent był najpierw reanimowany, a potem poddany skomplikowanej operacji, a potem zmarł. Te wydarzenia spowodowały wielkie poruszenie wśród Polaków. Zarówno to przejawiające się we wspólnym przeżywaniu żałoby, jak też – niestety – to powodujące wzrost agresji u tej części społeczeństwa, która w Adamowiczu widziała swojego wroga. Ja sam czułem się bardzo poruszony wydarzeniami i nie jeden raz w czasie oglądania wiadomości łzy spłynęły mi po policzkach. W mediach społecznościowych zaczęły się pojawiać różne materiały na temat zmarłego prezydenta, a także komentarze. Jedni wychwalali go pod niebiosa, inni zaczęli odsądzać od czci i wiary. Postanowiłem przejrzeć niektóre fora, a także wrzucić kilka postów na mój prywatny profil na Facebooku. W niektóre dyskusje się angażowałem, inne tylko obserwowałem, a dzisiaj podzielę się czterema wnioskami, które – jak mam nadzieję –pomogą nam w nieco inny sposób patrzeć na otaczającą nas rzeczywistość, a także dyskutować ze sobą w taki sposób, by rozmowa nie stała się zwykłym hejtowaniem.

Paradygmaty

Po pierwsze: postrzegamy drugiego człowieka przez pryzmat naszych wyobrażeń o nim, naszych paradygmatów. Ktoś powie co w tym dziwnego? Czy nie wszyscy tak robią? Zgadza się. Wszyscy tak robią i nie ma w tym nic dziwnego. Oceniamy ludzi na podstawie wyglądu, ubioru, sposobu wysławiania się i innych cech, które możemy zaobserwować „na pierwszy rzut oka”. Problem jednak w tym, że nie bierzemy pod uwagę tego, że możemy się mylić. Bo przecież nie każdy gej głosuje na partie lewicowe, nie każdy ksiądz jest fanem Rydzyka i nie każdy polityk kłamie. Mam rację? Pewnie, że mam.

Tymczasem nam wydaje się, że spotykając człowieka po raz pierwszy, albo widząc go tylko na zdjęciu profilowym na Facebooku wiemy już o nim wszystko i potrafimy go obiektywnie ocenić. Nic bardziej mylnego i nic bardziej krzywdzącego. Musimy być świadomi tego, że jeśli ktoś na zdjęciu profilowym ma nakładkę z serduszkiem WOŚPu nie oznacza, że jeździ na Woodstock. To, że ktoś wierzy w Boga nie oznacza, że jest nawiedzonym dewotą. To że ktoś wspiera organizacje gejowskie, nie oznacza, że popiera aborcję. Aby paradygmaty nie zakłócały nam kontaktu z drugim człowiekiem i rozmowy z nim musimy mieć świadomość, że one istnieją i kwestionować w naszej głowie, to co wydaje nam się na pierwszy rzut oka oczywiste.

Argumenty ad personam

Drugim problemem, który zauważyłem, a który związany jest z tym pierwszym, są tak zwane argumenty ad personam, czyli takie rodzaje wypowiedzi, które wycelowane są w osobę. Na przykład: „Nie sądziłem, że Ty jako coach…”, albo „Wiktorze, wydawało mi się, że jesteś po naszej stronie. Zawiodłem się na Tobie”, albo: „Myślę, że jako były ksiądz nie powinieneś wypowiadać się w tym temacie”. Kłopot z argumentum ad personam polega na tym, że osoba, która go stosuje wychodzi poza merytoryczną dyskusję. Często ten zabieg stosują politycy. Jeśli w debacie brakuje im rzeczowych argumentów posuwają się do tych wymierzonych w osobę (wyciągają sobie różne brudy, nazywają się w niewybredny sposób, atakują werbalnie).

Ten typ argumentacji jest zupełnie niemerytoryczny i zwykle sprowadza dyskusję na bardzo niski poziom. Takie postępowanie budzi dużo nieprzyjemnych emocji. Jak sobie z nim radzić? Można próbować nazwać je w dyskusji, np. „Używasz argumentów wymierzonych we mnie. Zapraszam Cię do merytorycznej dyskusji”, albo – po prostu – zakończyć dyskusję.

Bańka informacyjna

Kolejna rzecz dotyczy źródeł informacji, z których czerpiemy wiedzę o otaczającym nas życiu. Być może słyszeliście już kiedyś pojęcie „bańka informacyjna”. Jest to pewien stan, w którym docierają do nas tylko informacje zgodne z naszymi poglądami i wartościami. Dotyczy to przestrzeni Internetu, ale nie tylko. Pewnie nie raz zauważyliście, że gdy szukacie w sieci pralki do mieszkania to potem, przez pewien czas, jesteście bombardowani informacjami o pralkach. Zgadza się? Albo – rozmawialiście w Waszym domu o tym, że warto iść na kurs języka angielskiego, a potem sprawdzacie pocztę elektroniczną, albo otwieracie przeglądarkę, a tam pojawia się oferta kursu językowego, albo najnowszej aplikacji do nauki angielskiego? Nasze urządzenia wiedzą czego szukamy w Internecie, co lubimy i czego potrzebujemy. I mając tę wiedzę potrafią nam w tym kluczu podpowiedzieć to czy tamto. I podobnie jest z poglądami na świat i rzeczywistość. Jeśli lajkujesz materiały jednej partii i dziennikarzy ją wspierających to będą Ci się wyświetlać materiały potwierdzające poglądy tej partii, a Ty będziesz się utwierdzać, że taki jest świat i rzeczywistość.

Sprawa ta nie dotyczy tylko Internetu. Czasem sami serwujemy sobie bańkę informacyjną. Jak to się dzieje? Wystarczy ograniczać się do oglądania programów jednego koncernu medialnego, a drugi bojkotować. Nawiązuję tutaj do apeli, które pojawiają się w mediach społecznościowych odnośnie bojkotowania państwowej telewizji. Problem w tym, że jeśli będziemy bojkotować jedną telewizję, a oglądać tylko drugą, w bardzo szybkim czasie znajdziemy się w bańce informacyjnej. A z ludzi trzeźwo patrzących na świat i rzeczywistość oraz wyciągających swoje własne wnioski, staniemy się ślepymi wyznawcami takiej lub innej ideologii.

Jak sobie z tym poradzić? Myślę, że sama świadomość istnienia takiego mechanizmu pomoże nam trzeźwym spojrzeniu. A poza tym warto, świadomie i z pewną dozą krytycyzmu, wystawiać nasze myślenie na argumenty drugiej strony. Jeśli chcesz wyrobić sobie własne zdanie na temat takich czy innych wydarzeń to zobacz jak one są przedstawiane w telewizji a, potem w telewizji b, a na końcu w telewizji c. Jeśli nie chcesz stać się ideologicznym wyznawcą partii x to słuchaj też tych, którzy wspierają partę y, a do tego zobacz co oferuje partia z.

Czarne – białe. On jest dobry, a on jest zły

Czwarta rzecz dotyczy dwuwymiarowego spojrzenia na świat i ludzi. Chodzi o spojrzenie w kategoriach „czarne – białe”, „dobre – złe” i nic pomiędzy. To właśnie tego typu spojrzenie jest często wykreowane przez bańki informacyjne, które stworzyliśmy. To myślenie typu „Kaczyński to samo zło a Tusk to samo dobro”, albo „Geje to dewianci a rodzina katolicka jest święta”. Tego typu spolaryzowane myślenie sprzedają nam media i politycy. Jest to dla nich bardzo wygodne. Dla mediów – bo nakręca oglądalność, a dla polityków – bo przekłada się na poparcie w sondażach.

Tymczasem nasz świat nie jest dwuwymiarowy. Między czernią a bielą jest mnóstwo odcieni szarości, a żaden człowiek nie jest wyłącznie dobry, albo wyłącznie zły. Jeśli nie uznamy tej prawdy o świecie i ludziach to będziemy się nieustannie okładać, nasze społeczeństwo będzie jeszcze bardziej skłócone, a w przestrzeni publicznej będzie się pojawiać coraz więcej ideologicznych ekstremizmów. Zarówno Kaczyński jak i Tusk mają swoje zasługi dla Polski, ale każdy z nich ma też na swoim koncie takie rzeczy, o których wolałby nie mówić. Nie wszyscy geje to dewianci tak jak nie każda katolicka rodzina jest cudowna i święta. Otaczająca nas rzeczywistość ma wiele barw o kolorów, a nieskazitelne postacie lepiej wstawić między mity.

Prawdziwa walka z hejtem zaczyna się wtedy, gdy sami zmieniamy nasze myślenie i zachowanie. Aby go unikać warto pamiętać o tym, że ludzie i ich sprawy często nie są takie jak nam się wydaje.  Jeśli uznajesz ten tekst za wartościowy i chcesz, aby dotarł do innych ludzi zostaw komentarz, daj lajka, albo udostępnij go w swoich mediach społecznościowych. Będę Ci ogromnie wdzięczny.

Potrzebujesz pomocy? Skorzystaj z coachingu!

Opłaty za coaching należy wnieść po uprzednim ustaleniu terminu sesji.
W razie pytań pisz lub dzwoń.

Kontakt