Niedawno popełniłem kilka akapitów na temat pielęgnowania tradycji mikołajowych i tego, że warto w ten sposób przedłużać piękne chwile dzieciństwa (zobacz tutaj). Pomyślałem wtedy, że do tej pory na blogu nie pisałem nic na temat wychowania dzieci. Dzisiaj postanowiłem nadrobić zaległość w tej materii. Od razu zaznaczę, że sam dzieci nie posiadam, natomiast to czym chcę się z Wami podzielić pochodzi z doświadczenia wieloletniej pracy z rodzicami, niezliczonych godzin rozmów z nimi, a także przyglądania się wychowaniu dzieci zarówno w mojej rodzinie, jak i w rodzinach moich przyjaciół i znajomych.

Różne koncepcje wychowawcze

Na temat wychowania dzieci można przeczytać niezliczoną ilość podręczników. Jedni uważają, że dzieci należy trzymać krótko, inni pozwalają im na wszystko. Jedni są zdania, że „pozytywne” emocje wystarczy okazać przy okazji świąt i urodzin, a inni zasypują swoje dziećmi pozytywnymi komunikatami i niezliczoną ilością zapewnień o miłości. Jedni są zwolennikami kar, oni uważają, że karać absolutnie nie wolno. Taką litanię mógłbym ciągnąć jeszcze długo. Można przyznawać rację raz jednej stronie, raz drugiej, a najlepszym sposobem jest chyba znalezienie jakiegoś złotego środka pomiędzy tymi skrajnościami.

Klucz do wychowania

Jednak nawet znalezienie złotego środka nie wystarczy, jeśli rodzice zapomną o tym, co w wychowaniu dzieci jest sprawą kluczową, o tym co jest najważniejsze i bez czego każdy proces wychowawczy zakończyć się może fiaskiem. Co mam na myśli? Na myśli mam własny przykład. Tak, tak… To nie słowa, nie wzniosłe deklaracje i nie najwspanialsze wartości, ale przykład rodziców jest najważniejszą rzeczą w wychowaniu dzieci.

Wychowanie za pomocą słów?

Rodzicom często wydaje się, że dzieci wychowywane są za pomocą słów. „To możesz, ale tego ci nie wolno”. „Tak się zachowuj, ale tego absolutnie nigdy nie rób”. „Bądź grzeczny, uprzejmy i kulturalny, ale nigdy nie unoś się gniewem”. Tymczasem dzieci uważnie obserwują swoich rodziców i sprawdzają, czy mama i tata żyją zgodnie z tym, czego oczekują od nich i czy przynosi to dobre rezultaty dla całej rodziny. Jeśli tak jest, to wówczas wartości przekazywane są bez zakłóceń, a o proces wychowawczy można być spokojnym.

Dwa scenariusze

Jeśli jednak na poziomie słów i wymagań wobec dziecka, rodzic deklaruje inne wartości, a w swoim życiu realizuje inne, albo jeśli dziecko nie widzi dobrych rezultatów realizacji jakiejś wartości w życiu rodzica, to wtedy możliwe są dwa scenariusze. Jeden to taki, że dziecko stawia silny opór i sprzeciwia się rodzicom, co powoduje atmosferę napięcia, nieporozumienia i kłótnie. Drugi ma miejsce wtedy, gdy dziecko zostaje „złamane” autorytetem rodzica. Wówczas „przyjmuje” daną wartość, ale to przyjęcie jest tylko pozorne. Dziecko, dla świętego spokoju, robi to, czego oczekuje od niego rodzic, ale w momencie, gdy ma możliwość większego samostanowienia o sobie, te rodzicielskie wartości zupełnie odrzuca.

Przekaz wartości

Dość często taką sytuację można zaobserwować w rodzinach, w których rodzice próbują przekazać dzieciom religijne zasady, a równocześnie zamiast atmosfery miłości, wyrozumiałości, serdeczności i rodzinnego ciepła, jest chłód, małżeńskie kłótnie i nieustanne napięcie. Z jednej strony rodzice próbują przekazać wartości wypływające z wiary w Boga, uczą pięknych zachowań i postaw, ale – z drugiej – ich nauka kończy się tylko na słowach, bo dzieci widzą, że to w co wierzą rodzice i co próbują im przekazać zupełnie nie działa.  W wielu przypadkach takie podejście pedagogiczne kończy się często buntem nastolatków wobec wartości religijnych albo – wcale nierzadko – zupełnym odejściem od tego, co tylko kojarzy się z religią.

Przeciwstawne komunikaty

Oczywiście sprawa nie dotyczy tylko religii. Może dotyczyć także innych wartości. Jeśli ojciec wychowuje dzieci do ciężkiej pracy, a sam przez własną ciężką pracę zaniedbuje rodzinę, to tym samym przekazuje dziecku informację o tym, że ta ciężka praca wcale nie jest taka ważna, za jaką ją uważa. Jeśli matka jest nauczycielką i nieustannie zapędza swoje dzieci do nauki, a jednocześnie w domu nie okazuje im ciepła i wyładowuje emocje nagromadzone podczas pracy w szkole to tym swoim zachowaniem przekazuje jasny komunikat – niestety jest on przeciwstawny do tego, co tak naprawdę chciałaby przekazać swoim dzieciom.

Nie słowa, lecz czyny

Spotykam się często z powiedzeniem, że o człowieku świadczą nie słowa, lecz czyny. Myślę, że można te słowa odnieść do wychowania. W procesie wychowania czyny, a właściwie przykład własnego życia, są o wiele ważniejsze niż najpiękniejsze słowa. I wcale nie chodzi tu o „świecenie dobrym przykładem”, ale o to by być rodzicem spójnym wewnętrznie, matką czy ojcem, którzy żyją zgodnie z zasadami, które deklarują i – to ważne – swoim życiem dowodzą, że te zasady wnoszą dobro w życie domowników.

Kup coaching

Opłaty za coaching należy wnieść po uprzednim ustaleniu terminu sesji.
W razie pytań pisz lub dzwoń.

Kontakt