W pierwszym artykule w cyklu „Emocjonujące emocje” pisałem, że podział na dobre i złe emocje nie jest trafiony (zobacz tutaj). Zaproponowałem wtedy, aby „dobre” emocje nazywać „emocjami przyjemnymi”, a „złe” – „nieprzyjemnymi”. Dzisiaj pójdziemy o krok dalej i zastanowimy się nad tym jak poradzić sobie z tymi drugimi, gdy nam przeszkadzają.

Wyobraź sobie garnek postawiony na kuchence gazowej. W garnku znajduje się woda. Pod nim palnik podkręcony „na maksa”. Gotująca się woda zamienia się w parę wodną i ulatnia się w powietrze. Co by się stało, gdybyś garnek przykrył bardzo szczelną pokrywką? Taką, spod której nie wydostanie się ani odrobina skroplonej pary?

Tłumienie nieprzyjemnych emocji

My ludzie jesteśmy jak ten garnek. Sytuacje codziennego życia są palnikiem gazowym, czasem podkręconym „na maksa”. Emocje to woda, która czasem jest tylko letnia, a czasem wrze i kipi. Niestety ten „garnek” naszych emocji nakrywamy często szczelną pokrywką. Udajemy, że jest wszystko w porządku, dławimy w sobie gniew, smutek i inne emocje, których nie możemy, bądź nie wypada, okazywać. Nie pozwalamy, żeby ktokolwiek poznał, że coś jest nie tak. Musimy zachować „zimną krew”.

Ciśnienie na maksa

Szef był nie w humorze, więc się nam dostało… Współpracownicy są do siebie wrogo nastawieni, bo spodziewają się zwolnień… Do tego wszystkiego coś nie wyszło nam tak jakbyśmy tego chcieli. Emocje są w stanie wrzenia, ale nasz garnek jest szczelnie przykryty. Nie dajemy po sobie nic poznać… Nie możemy, bo gdybyśmy wybuchli w pracy mogłoby to nas wiele kosztować. Garnek jest szczelnie przykryty i choć panuje w nim maksymalne ciśnienie, to jednak nie wydobywa się ani odrobina skroplonej wody.

Bo zupa była za słona

Wracamy do domu, żona podaje nieco za słoną zupę, a dziecko informuje o kolejnej parze butów zostawionych w szkolnej szatni… Co się dzieje? Pokrywka nie jest w stanie wytrzymać większego naporu. Obrywa się naszym bliskim, a my czujemy się fatalnie, bo po raz kolejny dostało się im niesłusznie i nadmiarowo.

Co zrobić z nieprzyjemnymi emocjami?

Tak jednak nie musi być. Jednak musimy się nauczyć obchodzić z nieprzyjemnymi emocjami. One były, są i będą się pojawiać. Nie możemy ich wyeliminować z naszego życia. Co więc z nimi zrobić? Jak sobie poradzić, by nie gromadzić w sobie tego, co trudne i nieprzyjemne? Jak rozładowywać emocje w taki sposób, by nie ranić innych ludzi? Oto kilka propozycji:

Odkryć źródło nieprzyjemnych emocji

Po pierwsze warto wiedzieć skąd biorą się nieprzyjemne emocje, jakie jest ich źródło. Nie wiem jak wy, ale ja czasem tak mam, że czuję, że coś jest nie tak. Odczuwam smutek albo złość i zaczynam się zastanawiać dlaczego one się pojawiły, skąd się wzięły, jakie jest ich źródło. Bardzo często odpowiedź na to pytanie jest u mnie kluczowa. Pozwala mi na zapanowanie nad tym, co dla mnie nieprzyjemne. Gdy uświadomię sobie źródło emocji, „ciśnienie”, które wydawało się być dokuczliwe, nagle zmniejsza swoją siłę. Sama świadomość źródła nieprzyjemnych emocji rzadko pomaga w stu procentach, ale często jest pierwszym i najważniejszym krokiem, aby sobie z nimi poradzić.

Wysiłek fizyczny

Gdy już wiem, dlaczego nieprzyjemne emocje pojawiły się we mnie, a nadal czuję się niekomfortowo, mogę podjąć inne kroki, aby je rozładować. Jednym ze sposobów jest wysiłek fizyczny. To może być zarówno sport, jak i wykonywanie prac domowych. Mogę pobiegać, pojechać gdzieś na rowerze albo pójść na siłownię i wyżyć się na worku treningowym. Zazwyczaj faceci potrzebują większego wysiłku fizycznego, by rozładować napięcie, podczas gdy kobietom wystarczy niekiedy zajęcie się porządkami domowymi.

Rozmowa z przyjacielem

Trzecim sposobem jest rozmowa z przyjacielem. Nie ukrywam, że jest to jeden moich ulubionych sposobów rozładowania. Pod pojęciem „przyjaciel” rozumiem osobę, co do której mam takie zaufanie, że potrafię powiedzieć o wszystkim, a przy tym nie czuję się oceniany i pouczany. Mogę otwarcie powiedzieć absolutnie o wszystkim, a ta osoba wysłucha mnie i nie będzie oceniać tego co czuję. Ja osobiście chętnie korzystam z takich rozmów. Pozwalam sobie wtedy na niecenzuralne słowa, na przesadę i przeżywanie emocji takimi jakie one są, bez nakładania masek i udawania, że czuję inaczej. Gdy sobie tak pogadam, emocjonalne ciśnienie opada, a ja zwykle zyskuję nową perspektywę do przyjrzenia się sprawie. Ten sposób bardzo polecam!

Dziennik emocji

Przyjaciel jednak nie zawsze jest dostępny. Co wtedy? Wtedy warto wykorzystać inne narzędzie, a mianowicie pisanie dziennika emocji. Możemy to robić regularnie albo sporadycznie. Na czym to polega? Pisanie dziennika emocji jest bardzo podobne do rozmowy z przyjacielem, przy czym, w tym wypadku nie angażujemy drugiej osoby. Papier przyjmie wszystko. Każde słowo, nawet to najbardziej niecenzuralne. Papier i długopis nie będą nas osądzać, nie będą radzić, ani się wymądrzać. Przyjmą wszystko, zawsze i praktycznie wszędzie. Jest jakaś niezwykła tajemnica związana z tym narzędziem. Gdy tylko zaczynamy pisać możemy odnieść wrażenie, jak gdyby pokrywa garnka została nieco uchylona, a para w powolny, ale bardzo bezpieczny sposób uchodzi do atmosfery. To nasze nieprzyjemne emocje, które przelewne są na papier, tracą swoją siłę i przestają być uciążliwe.

Pomoc specjalisty

I jeszcze jedno – warsztaty rozwojowe i psychoterapia. Są takie emocje, nad którymi musimy popracować pod okiem specjalisty. Służą temu treningi integracji emocjonalnej, warsztaty radzenia sobie z nieprzyjemnymi emocjami czy psychoterapia. Warto rozważyć skorzystanie z tych opcji, gdy inne nie pomagają albo są nie do końca skuteczne.

Jeśli masz jakieś inne sprawdzone sposoby radzenia sobie z nieprzyjemnymi emocjami, koniecznie podziel się z nimi. Chętnie ubogacę mój zestaw narzędzi i wypróbuję je w moim życiu.