Kilka lat temu trafił do mnie pewien mężczyzna. Miał ponad 30 lat. Wysłała go do mnie jego żona. Chciała, aby Marek (imię zmienione) popracował nad sobą, bo ich małżeństwo przeżywało kryzys, a ona była przekonana, że problem tkwi w jej mężu. Chciała, abym go naprawił, pomógł mu być bardziej facetem  i nauczył go bardziej może zaangażować się w związek.

Niewinny początek

Marek twierdził, że wszystko jest w porządku, a jego żona niepotrzebnie się czepia. Na sesje do mnie przychodził z chęcią, bo – jak twierdził – bardzo mnie polubił, ale oprócz serdecznych rozmów te spotkania nie niosły ze sobą jakichś większych wartości. Tak było do pewnej pamiętnej sesji, która rozpoczęła się bardzo niewinnie.

Zakupy z mamusią

Jak co tydzień zapytałem Marka co u niego słychać, a on z dziecięcą szczerością wyznał, że w miniony weekend był na zakupach ze swoją mamą. W mojej głowie powstał obraz dzielnego Marka niosącego ciężkie zakupy z ziemniakami i zapasami domowej chemii na następne tygodnie. Pomyślałem, że to fajnie, że ulżył matce w transporcie tych ciężarów do domu, ale – na szczęście – nie dałem się ponieść mojej fantazji i zapytałem niewinnie: „A co to były za zakupy?”. „Ano wiesz – odpowiedział nieco zmieszany rozmówca – raz na kilka tygodni moja matka zabiera mnie na zakupy ubraniowe do galerii. Idziemy od sklepu do sklepu, a ona wybiera dla mnie ubrania i mi je kupuje”. „Kupuje?” – zapytałem z niedowierzaniem. „Tak – kontynuował zakłopotany Marek – ona ma dużo pieniędzy, prowadzi kilka dochodowych sklepów w naszym regionie. Dla mnie i dla żony takie zakupy ubraniowe to duża ulga finansowa”.

Hojna mamusia

Okazało się, że matka Marka dzięki wsparciu finansowemu bardzo pomagała synowi i jego żonie. Oprócz zakupów ubraniowych, raz w tygodniu obficie zaopatrzała ich lodówkę, a poza tym ostatnio zafundowała im bramę do domu wybudowanego z jej pieniędzy, a teraz zapowiedziała sfinansowanie podjazdu, który miał być wykonany z granitowych kostek. Marek był bardzo wdzięczny swojej matce, a ja postanowiłem podrążyć ten temat. Zapytałem: „A co na to twoja żona?”. „Monika jest bardzo zadowolona, bo z naszych urzędniczych pensji nie moglibyśmy wiele odłożyć, a tak mamy i piękny dom i spore oszczędności, a to wszystko dzięki mojej mamie”. „Ok – pomyślałem – ciekawe jaką za to płacą cenę?” i nie zastanawiając się długo postawiłem kolejne – jak się okazało – niezbyt wygodne pytanie: „A jak układają się relacje żony z teściową, czyli twoją mamą?”. Marek posmutniał, „Monika jest wdzięczna mojej matce, ale jej nie cierpi…”.

Płacę – wymagam

Jeśli jeszcze nie domyślacie się jaką cenę płaciło małżeństwo Marka i Moniki to chętnie was o tym poinformuję. Matka Marka, udzielając im obfitej pomocy finansowej, rościła sobie prawo do mocnego ingerowania w ich życie. To była postawa w rodzaju „płacę, więc mam wymagania”. Brama, którą co dopiero wstawiła przed domem małżonków była według jej projektu, kostka brukowa – taka jaka się jej podobała, a przy okazji tygodniowych zakupów żywieniowych teściowa potrafiła sprawdzać jakość powietrza w lodówce i – jak perfekcyjna pani domu – przejechać palcem po newralgicznych dla czystości miejscach w kuchni. Monika czuła się z tym okropnie. Z jednej strony była wdzięczna za finansowe wsparcie, a z drugiej – nie mogła znieść ingerowania teściowej w ich prywatne życie.

Częsty problem

Przykład Moniki i Marka nie jest odosobniony. Gdy na konsultacje trafiają do mnie młodzi małżonkowie przeżywający pierwsze kryzysy to jedną z pierwszych kwestii, które z nimi ustalam jest miejsce ich zamieszkania. Pytam, czy mieszkają z rodzicami albo czy rodzice/teściowie udzielali im pomocy finansowej w zakupie pierwszego mieszkania. I zwykle w tej sytuacji otrzymuję twierdzącą odpowiedź, a potem słyszę o tym jak rodzice/teściowie roszczą sobie prawa do ingerowania w życie młodych.

Jeszcze raz – granice

Nie chcę przez to powiedzieć, że każda pomoc finansowa rodziców/teściów, musi pociągnąć za sobą konsekwencję w opisanej powyżej postaci. Niekiedy zdarza się, że nie niesie to ze sobą nieprzyjemnych reperkusji. Żeby więc teściowej nie dać pola do rozwoju wredoty, zanim przyjmiemy pomoc finansową należy zadbać o wyznaczenie zdrowych granic. Dobrze by było, aby rodzice dający majątek swoim dzieciom mieli w sobie takie myślenie: „Dajemy wam pieniądze na mieszkanie, ale to jest wasze mieszkanie i my nie będziemy rościć sobie do niego żadnych praw”. Dobrze by było, gdyby młodzi małżonkowie reprezentowali taką postawę: „Przyjmujemy od was pomoc finansową i jesteśmy wam wdzięczni, ale prosimy abyście uszanowali to, że mieszkanie/dom, które za to kupimy będą naszą własnością i to my będziemy mieli prawo żyć w nim zgodnie z naszymi zasadami, nawet jeśli te zasady nie do końca będą się wam podobać”.

W następnym artykule

Uzyskanie niezależności finansowej nie zawsze jest możliwe, a postawienie granic nie należy do najłatwiejszych, dlatego już za tydzień przedstawię kolejny (już ostatni) sposób na teściową. Będę Was zachęcać do podjęcia próby jej zrozumienia. Tekst ukaże się w piątek o 16.00.

Potrzebujesz pomocy?

Jeśli Ty lub ktoś z Twoich bliskich potrzebujecie pomocy w układaniu relacji w Waszej rodzinie, nie wahaj się, aby napisać do mnie lub zadzwonić.

Kup coaching

Opłaty za coaching należy wnieść po uprzednim ustaleniu terminu sesji.
W razie pytań pisz lub dzwoń.

Kontakt