Kilka tygodni temu miałem wielką przyjemność uczestniczyć w 41. Festiwalu Filmowym w Gdyni. Wprawdzie nie udało mi się zobaczyć wszystkich prezentowanych tam filmów, ale chciałbym podzielić się moim osobistym i bardzo subiektywnym rankingiem festiwalowym. Uczynię to w porządku wstępującym, a więc na końcu przedstawię film, który mnie osobiście podobał się najbardziej. Obejrzałem wtedy siedem filmów. Jeden z nich „Sługi boże” pominę, bo uważam, że szkoda czasu nie tylko na pisanie, ale też na oglądanie tej produkcji.

Miejsce 6 – Królewicz Olch

„Królewicz Olch” został pokazany jako film otwarcia festiwalu. Akurat na ten pokaz nie udało mi się wybrać, ale był to pierwszy z siedmiu polskich filmów, które obejrzałem w Gdyni. Dzieło Kuby Czekaja, młodego reżysera z Wrocławia, opowiada o genialnym chłopcu wykowywanym przez samotną matkę usiłującą zarobić na nieprzeciętnych zdolnościach swojego syna. Matka dokładnie wie, co syn ma robić i jest w tym dość skuteczna dopóki w ich życiu nie pojawi się nieproszony gość.

Niewątpliwym atutem filmu jest próba ukazania współczesnej rodziny rozdartej trudnymi losami. Nie jest to wprawdzie próba na miarę „American Beauty” czy polskich „Pręgów”, ale wypada całkiem przyzwoicie. Było jednak coś co w „Królewiczu Olch” bardzo mi przeszkadzało. Udało mi się to nazwać dopiero po zakończeniu seansu, a właściwie zrobiła to nieznana mi osoba, która wychodząc z kina powiedziała do kogoś: „Film niezły, ale zbyt artystyczny jak na mój gust”. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem.

Moja ocena: 4/10.

Miejsce 5 – „Wszystkie nieprzespane noce”

Ten film obejrzałem z wielką przyjemnością. Co ciekawe nie jest to film fabularny, ale coś co znawcy nazywają fabularyzowanym dokumentem. Jednak nie ma się co obawiać, bo gatunek filmowy jest bardzo przyjazny widzowi, a gdybym nie czytał mądrych recenzji, to nawet bym się nie zorientował, że oglądam „dokument”. Ot, taki ze mnie znawca…

„Wszystkie nieprzespane noce” to obraz współczesnych ludzi, już nie dzieci, a jeszcze nie do końca dorosłych; ludzi którzy próbują się odnaleźć w gąszczu skomplikowanych relacji, nocnych imprez i poszukiwania miłości. Reżyser nie próbuje jednak diagnozować młodego pokolenia, ani – tym bardziej – wystawiać mu ocen, pomaga natomiast widzowi w bliskiej obserwacji. Mnie ta obserwacja bardzo pomogła. Mam wrażenie, że dzięki temu filmowi miałem możliwość zobaczyć młodych z wielkich miast z bardzo bliska i muszę przyznać, że pomaga to w lepszym zrozumieniu tego, co tak łatwo się ocenia, a nawet piętnuje.

Moja ocena: 7+/10

Miejsce 4 – „Zjednoczone stany miłości”

Trzy kobiety jeden temat – miłość , która nie może znaleźć spełnienia i przynieść szczęścia. Historia została umieszczona w realiach początku lat 90-tych, gdzie jeszcze żyje się jak w PRLu a już tęskni za nowym światem. „Zjednoczone stany miłości” to film uhonorowany wieloma nagrodami. I słusznie, bo reżyser świetnie poradził sobie z pokazaniem zarówno stanów emocjonalnych głównych bohaterek jak i szarości życia w małym miasteczku, a na takim tle emocje wydają się być bardzo wyraźne.

Na wielkie brawa zasługują aktorki i aktorzy wcielający się w role bohaterów. Ja pozwolę sobie wymienić trzy nazwiska: Magdalena Cielecka, Dorota Karolak oraz Łukasz SImlat. Film jest poruszający. Tym, którzy odczuwają w swoim życiu jakiś rodzaj samotności, może się nawet zdarzyć uronić niejedną łzę…

Moja ocena: 8/10.

Miejsce 3 – „Ostatnia rodzina”

„Ostatnia rodzina” to wspaniale opowiedziana historia Beksińskich. Rodziny nietypowej, wymykającej się podręcznikowym kanonom, i – na swój sposób – trudnej; rodziny, która znalazła sposób na pogodzenie skrajnie różnych charakterów, oczekiwań, ale i pomysłów na życie.

To właśnie ten obraz Jana P. Matuszyńskiego otrzymał nagrodę dla najlepszego filmu festiwalowego a Gdyni, a Andrzej Seweryn (w roli Zdzisława Beksińskiego) – dla najlepszego aktora. W mojej ocenie na wielkie brawa zasłużyła także Aleksandra Konieczna (Zofia Beksińska, żona). Ten film trzeba koniecznie zobaczyć!

Moja ocena: 9/10

Miejsce 2 – „Wołyń”

Na ten film czekałem najbardziej. Spodziewałem się obrazu wciskającego w fotel, ale równocześnie obawiałem łatwych ocen oraz historycznych uproszczeń. Jeśli chodzi o pierwszą kwestię to „Wołyń” totalnie wcisnął mnie w fotel. W drugiej – uważam twórcy stanęli na wysokości zadania. Ani przez jeden moment nie miałem wrażenia, że oglądam film o dobrych Polakach i złych Ukraińcach. Widziałem natomiast dzieło o bardzo skomplikowanych relacjach społecznych i truciźnie, która powoli, ale skutecznie przenikała przez proste ludzkie historie. Tego filmu nie można przegapić, chociaż nie jest to kino ani łatwe, ani przyjemne. Brawa dla Smarzowskiego, że konsekwentnie mierzy się z demonami i robi to w taki sposób, że człowiek z kina wychodzi w zupełnym milczeniu.

Moja ocena: 9+/10

Miejsce 1 – „Zaćma”

Na szczycie mojego festiwalowego rankingu umieściłem film „Zaćma” opowiadający o krwawej funkcjonariuszce aparatu bezpieczeństwa z czasów PRLu (w roli Julii Brystygierowej znakomita Maria Mamona), która stara się o prywatną audiencję u prymasa Wyszyńskiego, ale za nim dostąpi tego przywileju musi się zmierzyć z prawdą o sobie.

Mnie osobiście ten film zachwycił od pierwszych minut. Dobre zdjęcia, muzyka, wspaniały klimat, a do tego rewelacyjne kreacje aktorskie (m.in. Janusza Gajosa) i wspaniała historia duchowego poruszenia (chyba nie nawrócenia) osoby, która nosiła na swoich rękach krew wielu niewinnych ludzi.

Moja ocena: 10/10

O mnie
Oferta
Kontakt