Jedną z najtrudniejszych, a jednocześnie najbardziej nam potrzebnych rzeczy w życiu jest przebaczenie. Wybaczanie jest trudne, bo wiąże się z poczuciem krzywdy i nieprzyjemnymi emocjami, które zdają się być od nas silniejsze. Wybaczanie jest potrzebne, bo przywraca nam prawdziwą wolność i daje przestrzeń do rozwoju osobistego. Dla tych właśnie powodów postanowiłem dzisiaj poświęcić kilka słów przebaczeniu. Chcę się rozprawić z kilkoma mitami na temat przebaczania, także – w tym kontekście – przedstawić czym jest ta trudna sztuka ludzkiego życia.

Czy przebaczenie oznacza zapomnienie?

Jednym z najczęstszych mitów, które są bezmyślnie powtarzana na temat przebaczenia jest ten, że wybaczenie drugiemu człowiekowi oznacza zapomnienie krzywd, które nam ten człowiek wyrządził. Takie postawienie sprawy przenosi kwestię wybaczania do sfery „piękne, ale niemożliwe”. Są oczywiście w naszym życiu takie krzywdy, których zapomnienie przychodzi nam łatwo, ale są przecież i takie, o których nigdy nie zapomnimy.

Przebaczenie Kasi

Znam osobę, która w swoim dzieciństwie była wykorzystywana seksualnie przez brata. Nie muszę pisać o konsekwencjach, jakie ta osoba musiała nieść na swoich barkach w okresie dojrzewania, a potem w dorosłym życiu. Przyszedł jednak taki moment, że Kasia (tak nazwijmy tę osobę) przeszła przez długotrwały i bardzo bolesny, ale skuteczny proces przebaczenia i wiem, że ten proces był u niej skuteczny. Kasia przebaczyła swojemu oprawcy. Czy jednak Kasia zapomniała o tym, czego doświadczała od niego w swoim dzieciństwie? Nie! Pamięta o wszystkich wydarzeniach, ale one nie powodują już u niej przykrych emocji, a przede wszystkim nie wywołują pragnienia zemsty.

Czym jest przebaczenie?

I oto właśnie doszliśmy do określenia tego, czym jest prawdziwe przebaczenie. Otóż oznacza ono świadomą decyzję o powstrzymywaniu się od odpłacania za wyrządzone nam krzywdy połączoną z wyraźnym zmniejszeniem siły nieprzyjemnych emocji, które towarzyszyły traumatycznym wspomnieniom. Mówiąc prościej, przebaczyć oznacza zdecydować, że nie będziemy odpłacać naszemu krzywdzicielowi, ale przebaczyć oznacza też – poczuć emocjonalną ulgę związaną z wyrządzoną nam krzywdą.

Przebaczenie to proces

Mówienie, czy pisanie o przebaczaniu może sprawiać wrażenie, że ono samo jest czymś łatwym i szybkim. Musimy jednak pamiętać, że wybaczanie drugiemu człowiekowi wyrządzonych nam krzywd może być długotrwałym procesem. Przejście przez drogę przebaczenia od momentu podjęcia decyzji może zająć niektórym długie miesiące, albo nawet lata. Ja osobiście jestem bardzo ostrożny jeśli ktoś mówi mi, że po wykonaniu takiego, czy innego ćwiczenia związanego, czy nawet przejściu przez seminarium dotyczące tej tematyki, przebaczył. Zgadzam się jednak z twierdzeniem, że już sama decyzja o przebaczeniu jest wejściem na drogę uzdrowienia. Człowiek, który podejmuje decyzję: „Nie będę się mścić na osobie, która wyrządziła mi krzywdę. Chcę jej przebaczyć” wstępuje na drogę przebaczenia, ale nie wie, jak długa będzie ta droga i jakie trudności mogą go na niej spotkać. Przebaczenie jest bowiem procesem, a w przypadku największych krzywd, jakie człowiekowi mogą zostać wyrządzone, jest procesem trudnym i rozłożonym w czasie.

Czy przebaczenie oznacza udawanie, że nic się nie stało?

Drugim mitem związanym z przebaczeniem jest ten, który podpowiada, że przebaczenie jest udawaniem, że dana krzywda nie została nam wyrządzona, że nic się nie stało. Takie podejście do sprawy uważam za bardzo niewłaściwe i według mnie jest ono zaprzeczeniem procesu wybaczania. Przebaczenie bowiem musi zakładać istnienie winy. Człowiek, który chce przebaczyć, musi dokładnie wiedzieć komu chce przebaczyć i jaką krzywdę chce przebaczyć. Podpowiadanie klientom, czy pacjentom, żeby udawali, że krzywda nie istniała lub minimalizowanie jej, czyni proces przebaczenia niemożliwym, a nieprzyjemne emocje związane z krzywdzicielem uderzają zwykle w osobę, która jest pokrzywdzona.

Wina i… emocje

Aby przebaczenie mogło się dokonać, pokrzywdzony człowiek musi zobaczyć swoją krzywdę i ponazywać emocje, które w nim powstają w związku z tym wspomnieniem. Oczywiście nie oznacza to, że tę krzywdę musimy nazywać przed naszym krzywdzicielem. Niekiedy jest to niemożliwe. Jednak uznanie prawdy o tym, co nas boli i pozwolenie nieprzyjemnym emocjom związanym z tym wydarzeniem, są kwestiami tak ważnymi jak sama decyzja o wejściu na drogę przebaczenia.

Fatalny wieczór przebaczenia i świetne warsztaty

Kiedyś rozmawiałem z osobą, która uczestniczyła w organizowanym w jakimś kościele „wieczorze przebaczenia”. Niestety organizatorzy spotkania byli niekompetentni. Opierali się na bardzo powierzchownych wiadomościach na temat procesu wybaczania, a głównym motywem nabożeństwa było zaprzeczanie istnienia krzywd i dystansowanie się od nieprzyjemnych emocji. Marek (imię zmienione) wyszedł z tego nabożeństwa w jeszcze gorszym stanie niż na nie trafił. Na szczęście nie poddał się i jakiś czas później trafił na warsztaty prowadzone przez psychologów, w czasie, których mógł nie tylko stanąć twarzą w twarz ze swoją raną, ale w bezpieczny sposób wyrazić cały ogrom nieprzyjemnych emocji, które po brzegi wypełniały jego serce.

Emocje. Wróg czy sprzymierzeniec?

Przebaczenie nie może oznaczać udawania, że nic się nie stało, ale też nie może być zaprzeczaniem istnienia w nas nieprzyjemnych emocji, które wywołuje wspomnienie traumatycznego wydarzenia. Emocje są w procesie przebaczenia mogą być naszym wrogiem lub sprzymierzeńcem. Wrogiem stają się w tedy, kiedy są wypierane, czyli kiedy zaprzeczamy ich istnieniu i wolelibyśmy udawać, że ich nie ma. Wróg atakuje z nienacka i tak też może być z emocjami, które wypieramy. One są w nas i one mogą w nas uderzać w najmniej spodziewanych momentach.

Ukryty wróg

Jak to działa? Kiedyś moją klientką była kobieta, która w dzieciństwie i okresie dojrzewania była krzywdzona przez ważnych dla niej mężczyzn. Niestety środowisko, w którym się wychowywała takie krzywdy uznawało za coś dozwolonego (sic!). Klientka (nazwijmy ją Kamila) miała nie tylko poczucie krzywdy, ale wyrobiła też w sobie poczucie winy z powodu bardzo nieprzyjemnych emocji, których doświadczała. Czuła się winna, że jej serce czuje się skrzywdzone i nie pozwalała emocjom na ujście. Zaprzeczała ich istnieniu i wstydziła się ich. Jednak gdy emocje zdawały się być już ujarzmione i skutecznie zamiecione pod dywan, a klientka uwolniła się od przebywania w towarzystwie swoich oprawców, nagle okazywało się, że tłumione emocje znajdowały swoje ujście. Niekiedy Kamila nie wiedziała co się z nią dzieje. Nie mogła zrozumieć, dlaczego nagle w takiej czy innej sytuacji pojawiały się najgorsze wspomnienia, a wtedy emocje przychodziły z niesamowitą siłą. Tak właśnie może się dziać wtedy, gdy zmuszamy siebie, albo zostaliśmy zmuszani do zaprzeczania istnienia emocji związanych z wyrządzoną nam krzywdą.

„Zaopiekowany” sprzymierzeniec

Odpowiednio „zaopiekowanie” emocje mogą być jednak naszym sprzymierzeńcem na drodze przebaczenia. Stanie się tak wtedy, gdy nie będziemy zaprzeczali ich istnieniu, ale równocześnie zrobimy wszystko, by pod ich wpływem nie ranić naszego krzywdziciela. Przebaczenie bowiem nie może się wiązać z odwetem na naszym krzywdzicielu, a ludzie którzy doznali krzywd boją się, że istniejące ich emocje tylko pogłębią problem i dokonają jeszcze większego spustoszenia w tym miejscu naszego serca, które już i tak jest bardzo wrażliwe i kruche. Zaopiekowanie się emocjami i czynienie z nich sprzymierzeńca można porównać do pełnego miłości i zrozumienia procesu wychowania dziecka. Wiemy, że nasze wewnętrzne dziecko jest skrzywdzone i przepełnione wieloma nieprzyjemnymi i bardzo silnymi emocjami i temu nie zaprzeczamy, ale uczymy też to „dziecko” by panowało nad tym, co czuje, nie pozwoliło, by trudne emocje kierowały jego zachowaniem i nie dopuszczało do tego, aby w tych emocjach krzywdzić drugiego człowieka, nawet jeśli jest to osoba, która zadała nam kiedyś ból. Takie zaopiekowanie się emocjami, czyni z nich sprzymierzeńca, który pomoże uwolnić się od negatywnego wpływu traumatycznych wspomnień na nasze życie i który będzie barometrem postępu na drodze przebaczenia.

Przebaczyć prawdziwie

Prawdziwe przebaczenie nie jest ani zaprzeczaniem zaistniałej krzywdy, ani udawaniem, że wspomnienie o niej nas nie boli. Przebaczenie jest świadomą decyzją, by nie mścić się na osobie, która nas skrzywdziła przy jednoczesnym dopuszczeniu emocji, które w nas istnieją. Czy taki proces jest możliwy i jak go dokonać przeczytacie już nie długo…

A jeśli macie jakieś pytanie, uwagi do tego, co napisałem lub też chcecie się podzielić swoim świadectwem przebaczenia lub jego braku, zostawiajcie swoje komentarze albo bezpośrednio pod tym artykułem na moim blogu, albo w mediach społecznościowych przez które dotarliście do tego tekstu. Pamiętajcie, że jestem po to, aby pomagać Wam prowadzić lepsze życie. Zapraszam więc do korzystania z oferty coachingu.