Czym jest prawdziwe przebaczenie?

Jedną z najtrudniejszych, a jednocześnie najbardziej nam potrzebnych rzeczy w życiu jest przebaczenie. Wybaczanie jest trudne, bo wiąże się z poczuciem krzywdy i nieprzyjemnymi emocjami, które zdają się być od nas silniejsze. Wybaczanie jest potrzebne, bo przywraca nam prawdziwą wolność i daje przestrzeń do rozwoju osobistego. Dla tych właśnie powodów postanowiłem dzisiaj poświęcić kilka słów przebaczeniu. Chcę się rozprawić z kilkoma mitami na temat przebaczania, także – w tym kontekście – przedstawić czym jest ta trudna sztuka ludzkiego życia.

Czy przebaczenie oznacza zapomnienie?

Jednym z najczęstszych mitów, które są bezmyślnie powtarzana na temat przebaczenia jest ten, że wybaczenie drugiemu człowiekowi oznacza zapomnienie krzywd, które nam ten człowiek wyrządził. Takie postawienie sprawy przenosi kwestię wybaczania do sfery „piękne, ale niemożliwe”. Są oczywiście w naszym życiu takie krzywdy, których zapomnienie przychodzi nam łatwo, ale są przecież i takie, o których nigdy nie zapomnimy.

Przebaczenie Kasi

Znam osobę, która w swoim dzieciństwie była wykorzystywana seksualnie przez brata. Nie muszę pisać o konsekwencjach, jakie ta osoba musiała nieść na swoich barkach w okresie dojrzewania, a potem w dorosłym życiu. Przyszedł jednak taki moment, że Kasia (tak nazwijmy tę osobę) przeszła przez długotrwały i bardzo bolesny, ale skuteczny proces przebaczenia i wiem, że ten proces był u niej skuteczny. Kasia przebaczyła swojemu oprawcy. Czy jednak Kasia zapomniała o tym, czego doświadczała od niego w swoim dzieciństwie? Nie! Pamięta o wszystkich wydarzeniach, ale one nie powodują już u niej przykrych emocji, a przede wszystkim nie wywołują pragnienia zemsty.

Czym jest przebaczenie?

I oto właśnie doszliśmy do określenia tego, czym jest prawdziwe przebaczenie. Otóż oznacza ono świadomą decyzję o powstrzymywaniu się od odpłacania za wyrządzone nam krzywdy połączoną z wyraźnym zmniejszeniem siły nieprzyjemnych emocji, które towarzyszyły traumatycznym wspomnieniom. Mówiąc prościej, przebaczyć oznacza zdecydować, że nie będziemy odpłacać naszemu krzywdzicielowi, ale przebaczyć oznacza też – poczuć emocjonalną ulgę związaną z wyrządzoną nam krzywdą.

Przebaczenie to proces

Mówienie, czy pisanie o przebaczaniu może sprawiać wrażenie, że ono samo jest czymś łatwym i szybkim. Musimy jednak pamiętać, że wybaczanie drugiemu człowiekowi wyrządzonych nam krzywd może być długotrwałym procesem. Przejście przez drogę przebaczenia od momentu podjęcia decyzji może zająć niektórym długie miesiące, albo nawet lata. Ja osobiście jestem bardzo ostrożny jeśli ktoś mówi mi, że po wykonaniu takiego, czy innego ćwiczenia związanego, czy nawet przejściu przez seminarium dotyczące tej tematyki, przebaczył. Zgadzam się jednak z twierdzeniem, że już sama decyzja o przebaczeniu jest wejściem na drogę uzdrowienia. Człowiek, który podejmuje decyzję: „Nie będę się mścić na osobie, która wyrządziła mi krzywdę. Chcę jej przebaczyć” wstępuje na drogę przebaczenia, ale nie wie, jak długa będzie ta droga i jakie trudności mogą go na niej spotkać. Przebaczenie jest bowiem procesem, a w przypadku największych krzywd, jakie człowiekowi mogą zostać wyrządzone, jest procesem trudnym i rozłożonym w czasie.

Czy przebaczenie oznacza udawanie, że nic się nie stało?

Drugim mitem związanym z przebaczeniem jest ten, który podpowiada, że przebaczenie jest udawaniem, że dana krzywda nie została nam wyrządzona, że nic się nie stało. Takie podejście do sprawy uważam za bardzo niewłaściwe i według mnie jest ono zaprzeczeniem procesu wybaczania. Przebaczenie bowiem musi zakładać istnienie winy. Człowiek, który chce przebaczyć, musi dokładnie wiedzieć komu chce przebaczyć i jaką krzywdę chce przebaczyć. Podpowiadanie klientom, czy pacjentom, żeby udawali, że krzywda nie istniała lub minimalizowanie jej, czyni proces przebaczenia niemożliwym, a nieprzyjemne emocje związane z krzywdzicielem uderzają zwykle w osobę, która jest pokrzywdzona.

Wina i… emocje

Aby przebaczenie mogło się dokonać, pokrzywdzony człowiek musi zobaczyć swoją krzywdę i ponazywać emocje, które w nim powstają w związku z tym wspomnieniem. Oczywiście nie oznacza to, że tę krzywdę musimy nazywać przed naszym krzywdzicielem. Niekiedy jest to niemożliwe. Jednak uznanie prawdy o tym, co nas boli i pozwolenie nieprzyjemnym emocjom związanym z tym wydarzeniem, są kwestiami tak ważnymi jak sama decyzja o wejściu na drogę przebaczenia.

Fatalny wieczór przebaczenia i świetne warsztaty

Kiedyś rozmawiałem z osobą, która uczestniczyła w organizowanym w jakimś kościele „wieczorze przebaczenia”. Niestety organizatorzy spotkania byli niekompetentni. Opierali się na bardzo powierzchownych wiadomościach na temat procesu wybaczania, a głównym motywem nabożeństwa było zaprzeczanie istnienia krzywd i dystansowanie się od nieprzyjemnych emocji. Marek (imię zmienione) wyszedł z tego nabożeństwa w jeszcze gorszym stanie niż na nie trafił. Na szczęście nie poddał się i jakiś czas później trafił na warsztaty prowadzone przez psychologów, w czasie, których mógł nie tylko stanąć twarzą w twarz ze swoją raną, ale w bezpieczny sposób wyrazić cały ogrom nieprzyjemnych emocji, które po brzegi wypełniały jego serce.

Emocje. Wróg czy sprzymierzeniec?

Przebaczenie nie może oznaczać udawania, że nic się nie stało, ale też nie może być zaprzeczaniem istnienia w nas nieprzyjemnych emocji, które wywołuje wspomnienie traumatycznego wydarzenia. Emocje są w procesie przebaczenia mogą być naszym wrogiem lub sprzymierzeńcem. Wrogiem stają się w tedy, kiedy są wypierane, czyli kiedy zaprzeczamy ich istnieniu i wolelibyśmy udawać, że ich nie ma. Wróg atakuje z nienacka i tak też może być z emocjami, które wypieramy. One są w nas i one mogą w nas uderzać w najmniej spodziewanych momentach.

Ukryty wróg

Jak to działa? Kiedyś moją klientką była kobieta, która w dzieciństwie i okresie dojrzewania była krzywdzona przez ważnych dla niej mężczyzn. Niestety środowisko, w którym się wychowywała takie krzywdy uznawało za coś dozwolonego (sic!). Klientka (nazwijmy ją Kamila) miała nie tylko poczucie krzywdy, ale wyrobiła też w sobie poczucie winy z powodu bardzo nieprzyjemnych emocji, których doświadczała. Czuła się winna, że jej serce czuje się skrzywdzone i nie pozwalała emocjom na ujście. Zaprzeczała ich istnieniu i wstydziła się ich.

Jednak gdy emocje zdawały się być już ujarzmione i skutecznie zamiecione pod dywan, a klientka uwolniła się od przebywania w towarzystwie swoich oprawców, nagle okazywało się, że tłumione emocje znajdowały swoje ujście. Niekiedy Kamila nie wiedziała co się z nią dzieje. Nie mogła zrozumieć, dlaczego nagle w takiej czy innej sytuacji pojawiały się najgorsze wspomnienia, a wtedy emocje przychodziły z niesamowitą siłą. Tak właśnie może się dziać wtedy, gdy zmuszamy siebie, albo zostaliśmy zmuszani do zaprzeczania istnienia emocji związanych z wyrządzoną nam krzywdą.

„Zaopiekowany” sprzymierzeniec

Odpowiednio „zaopiekowanie” emocje mogą być jednak naszym sprzymierzeńcem na drodze przebaczenia. Stanie się tak wtedy, gdy nie będziemy zaprzeczali ich istnieniu, ale równocześnie zrobimy wszystko, by pod ich wpływem nie ranić naszego krzywdziciela. Przebaczenie bowiem nie może się wiązać z odwetem na naszym krzywdzicielu, a ludzie którzy doznali krzywd boją się, że istniejące ich emocje tylko pogłębią problem i dokonają jeszcze większego spustoszenia w tym miejscu naszego serca, które już i tak jest bardzo wrażliwe i kruche. Zaopiekowanie się emocjami i czynienie z nich sprzymierzeńca można porównać do pełnego miłości i zrozumienia procesu wychowania dziecka.

Wiemy, że nasze wewnętrzne dziecko jest skrzywdzone i przepełnione wieloma nieprzyjemnymi i bardzo silnymi emocjami i temu nie zaprzeczamy, ale uczymy też to „dziecko” by panowało nad tym, co czuje, nie pozwoliło, by trudne emocje kierowały jego zachowaniem i nie dopuszczało do tego, aby w tych emocjach krzywdzić drugiego człowieka, nawet jeśli jest to osoba, która zadała nam kiedyś ból. Takie zaopiekowanie się emocjami, czyni z nich sprzymierzeńca, który pomoże uwolnić się od negatywnego wpływu traumatycznych wspomnień na nasze życie i który będzie barometrem postępu na drodze przebaczenia.

Przebaczyć prawdziwie

Prawdziwe przebaczenie nie jest ani zaprzeczaniem zaistniałej krzywdy, ani udawaniem, że wspomnienie o niej nas nie boli. Przebaczenie jest świadomą decyzją, by nie mścić się na osobie, która nas skrzywdziła przy jednoczesnym dopuszczeniu emocji, które w nas istnieją. Czy taki proces jest możliwy i jak go dokonać przeczytacie już nie długo…

Jak przebaczyć żyjącemu winowajcy?

Co więc zrobić, aby przebaczyć? Jaką drogą podążać? Przychodzą mi do głowy dwie diametralnie różne sytuacje: jednak gdy nasz winowajca żyje i mamy w sobie siłę, aby stawić mu czoła, a druga – gdy winowajca zmarł (lub nie mamy możliwości nawiązania z nim kontaktu), albo obawiamy się, że stawienie mu czoła wiązałoby się z ponownym zranieniem, albo byłoby zupełnie bezskuteczne. Dzisiaj zajmę się pierwszą z nich.

Przygotowanie do przebaczenia

Zanim podejmiemy jakiekolwiek kroki mające na celu wejście w proces przebaczenia, powinniśmy dobrze się do niego przygotować. Owo przygotowanie powinno objąć przede wszystkim przypomnienie sobie ran, które zostały nam zadane. Proces ten może być dla nas bardzo trudny, bo zapewne będzie się wiązał z nieprzyjemnymi emocjami. Nie warto jednak przed nim uciekać. Trzeba się zmierzyć z tym, co trudne i bolesne. Trzeba temu stawić czoła. Należy dopuścić do siebie wszystkie emocje, które nam towarzyszą. Możemy zrobić to sami, albo w obecności odpowiednio do tego przygotowanej osoby (psychoterapeuta, life coach z doświadczeniem pracy z przebaczeniem). Może to też być zaprzyjaźniona osoba, której jesteśmy w stanie zaufać i która może nam okazać wsparcie.

Zaangażowanie emocji

Dopuszczenie trudnych emocji na tym etapie jest konieczne. Będzie nas chronić przed ich niekontrolowanym wybuchem na etapie „konfrontacji” (zaraz wyjaśnię co rozumiem przez „konfrontację”). Dopuszczenie emocji oznacza pozwolenie sobie na płacz, krzyk albo jakiekolwiek inne bezpieczne dla nas i dla innych rozładowanie emocji.

Przygotowanie notatek

W etapie przygotowania i dopuszczenia emocji warto zanotować te rzeczy, o których będziemy rozmawiać z naszym krzywdzicielem. Notatki pomogą nam w łatwiejszym przejściu przez proces konfrontacji.

Przerwa na oddech

Po odpowiednim przygotowaniu rozumianym jako przypomnienie sobie wyrządzonych nam krzywd, przygotowanie notatek oraz dopuszczenie trudnych emocji powinna nastąpić przerwa. Jej celem jest pozwolenie na wybrzmienie emocji i osłabienie ich siły. Prawdopodobnie one pojawią się na etapie konfrontacji. Dzięki przerwie jest szansa, że nie będą one tak silne, aby przeszkodzić nam w przebaczeniu. Czas przerwy jest zależny tylko i wyłącznie od nas i naszych potrzeb. Dajmy go sobie tyle ile będziemy potrzebować, by poczuć, że czujemy się na tyle dobrze, aby pójść dalej.

Bezpośrednie przygotowanie do konfrontacji

Kolejnym krokiem jest przygotowanie do konfrontacji. Konfrontacja oznacza rozmowę z naszym winowajcą. Trzeba na nią znaleźć odpowiedni czas i miejsce. Oczywiście musimy zrobić to w porozumieniu z drugą stroną. Możemy poprosić o rozmowę i określić czas jej trwania. Jeśli nie czujemy się na siłach, nie musimy zdradzać o czym chcemy rozmawiać. Wystarczy powiedzieć, że ta rozmowa jest dla nas ważna i trudna, dlatego prosimy, by nasz interlokutor zarezerwował sobie na nią określoną ilość czasu.

Ustalenie zasad

Gdy już umówimy się na rozmowę i spotkamy w wyznaczonym czasie, zanim przejdziemy do sedna, poświęćmy kilka chwil na ustalenie pewnych zasad. Jeśli do tej pory nasz winowajca nie wie jaki jest cel rozmowy to koniecznie trzeba o nim powiedzieć. Wstęp do rozmowy ma być ustaleniem kontraktu. Warto poprosić, aby nasz rozmówca nam nie przerywał i pozwolił powiedzieć wszystko do końca. Warto też ustalić zachowanie w przypadku, gdy nieprzyjemne emocje będą próbowały torpedować naszą rozmowę (np. przerwa). Powiedzmy o wszystkim co dla nas ważne i wysłuchajmy tego, co ważne dla drugiej strony. Ustalmy zasady, których będziemy się wspólnie trzymać.

Konfrontacja

Następna czynność to sama konfrontacja. Zazwyczaj jest to najtrudniejszy element całego procesu. Zaznaczam raz jeszcze, że w tym tekście zajmuję się tylko procesem przebaczenia wobec osób, które żyją i którym jesteśmy w stanie stawić czoła. Jednocześnie obiecuję, że niżej zajmę się opcją przebaczenia osobom, które albo zmarły/odeszły, albo takim, którym nie potrafimy stawić czoła (zapraszam za tydzień). W czasie rozmowy przedstawiamy naszemu winowajcy krzywdę, którą nam wyrządził. Pomagają nam w tym notatki, a także ochłonięcie emocjonalne, na które daliśmy sobie czas.

W czasie konfrontacji staramy się zwracać uwagę na to by mówić o sobie i swoim doświadczeniu. Staramy się nie generalizować, ale równocześnie nazywamy rzeczy po imieniu. Jeśli ktoś coś zrobił coś, co nas skrzywdziło, albo nie robił czegoś, co również powodowało nasze cierpienie, warto nazwać to po imieniu. Nie musimy tego zmiękczać, ani ubierać w łagodnie brzmiące słowa. Mówimy o swoim doświadczeniu, ale staramy się nie atakować drugiego człowieka i nie ranić go.

Pamiętamy, że celem konfrontacji nie jest rozdmuchanie sprawy, ale jej załagodzenie. Celem jest też wyrażenie emocji, opowiedzenie o naszej perspektywie, a konsekwencji powiedzenie drugiej osobie, że jej przebaczamy lub chcemy przebaczyć. Gdy przykre emocje będą w nas narastać, poprośmy o przerwę. Gdy druga osoba nie będzie sobie radzić z tym, co jej powiemy, pozwólmy jej na przerwę lub odłożenie rozmowy na później. Pamiętajmy, że nie jest łatwo usłyszeć o tym, że się kogoś skrzywdziło. To, że mówimy o naszej krzywdzie, nie upoważnia nas do ranienia naszego rozmówcy.

Perspektywa krzywdziciela

Gdy poczujemy, że powiedzieliśmy o wszystkim co leżało nam na sercu, dajmy szansę drugiej osobie na opowiedzenie o swojej perspektywie. Pozwólmy, by powiedziała to co myśli i co czuje. Chociaż mamy prawo oczekiwać, że druga strona wyrazi skruchę i żal za wyrządzone nam krzywdy, pamiętajmy, że tak się może nie stać i że nie możemy od tego uzależniać naszego przebaczenia. W takiej sytuacji możemy powiedzieć: „Chciałbym usłyszeć przeprosiny, ale nawet jeśli ich dzisiaj nie usłyszę, chcę powiedzieć, że ja Ci przebaczam”. Powiedzenie takich słów może być uzdrawiające zarówno dla nas samych, jak i dla osoby, do której zostały one skierowane. Pamiętajmy, że ludzie, którzy krzywdzą, zazwyczaj sami byli krzywdzeni.

Zakończenie czy początek?

Tak przeprowadzony proces wcale nie jest zakończeniem, jest początkiem. Może być początkiem trudnej walki, by wytrwać w postanowieniu o nie podejmowaniu działań mających na celu odwet za wyrządzone nam krzywdy, ale może być też początkiem wolności. Nierzadko zdarza się tak, że taka dobrze przeprowadzona rozmowa z winowajcą i dojrzała postawa z jego strony, powodują odnowienie relacji i otwierają przestrzeń na jej pogłębienie. Pamiętajmy jednak, że nie mamy obowiązku takiej rozmowy przeprowadzać. 

Czy można przebaczyć nieżyjącemu winowajcy?

Bywa tak czasem w naszym życiu, że krzywdziciel nie żyje, wyjechał i nie mamy możliwości nawiązania z nim kontaktu, bądź też nie czujemy się na siłach, aby prosić go o rozmowę. Czy w takiej sytuacji możliwe jest przejście przez proces przebaczenia? Zdecydowanie tak! Jak to zrobić? Przedstawię Wam dzisiaj pewien sposób, który sprawdził się zarówno w moim życiu jak i w życiu wielu osób, z którymi pracowałem.  Reguła postępowania jest bardzo podobna do tej, którą zaproponowałem Wam w pierwszej części artykułu, ale forma jest inna, dopasowana do innych okoliczności.

Napisz list

Pierwszym krokiem w tej formie jest napisanie listu do naszego krzywdziciela. List ma być do bólu szczery. Mamy w nim opisać całą naszą perspektywę związaną z zadaną nam raną. Warto, abyśmy pisząc ten list nie używali „języka grzecznych dziewcząt z dobrych domów”. Warto byśmy pozwolili sobie na każde słowo, które przychodzi nam do głowy. Nie musimy się obawiać, że te słowa zranią drugą stronę, ponieważ list piszemy tylko dla siebie.

Zaangażuj emocje

Powstrzymanie się od cenzurowania naszego języka w czasie pisania listu, ma na celu danie upustu emocjom. Pozwólmy, aby żal, smutek, rozgoryczenie czy złość wyszły z nas w czasie pisanie listu do krzywdziciela. Pozwólmy sobie na wszystko, co będzie dla nas bezpieczne i co pozwoli rozładować emocje trawiące nas od środka.

Słuchaj siebie

Pisanie takiego listu może nam zająć kilkanaście minut, ale może też trwać kilka dni. Dajmy sobie ten czas. Dopasujmy rytm pisania do tego, jak się czujemy. Słuchajmy swojego ciała, słuchajmy też serca. W tej formie „mówienia” o krzywdzie, nie musimy dopasowywać się do drugiej osoby. Robimy to dla siebie i zgodnie z naszym rytmem.

Odpocznij

Gdy poczujemy, że list jest gotowy, odłóżmy go w miejsce, w którym nikt z niepowołanych nie będzie miał do niego dostępu. List będzie nam jeszcze potrzebny. I dajmy sobie czas na odpoczynek, na złapanie oddechu. Wspominanie krzywd nie jest łatwe. Pozwólmy więc naszemu ciału, aby odpoczęło, a czas odpoczynku dopasujmy do naszego stanu ducha i emocji.

Zmiana perspektywy

Gdy emocje wyciszą się na tyle, że będziemy w stanie wrócić do sprawy, kolejnym krokiem będzie postawienie się w roli naszego krzywdziciela. Ten krok dla wielu osób jest trudniejszy niż napisanie listu. Spróbujmy sobie wyobrazić, że list dotarł do adresata i że on zechciał odpisać. Naszym zadaniem jest teraz napisanie listu do nas samych, ale z perspektywy krzywdziciela. Ważne jest to, abyśmy spróbowali sobie wyobrazić, że krzywdziciel zrozumiał swój błąd i wyraża skruchę. Oczywiście to jest tylko założenie, bo takiej pewności mieć nie możemy, jednak dla nas samych warto takie założenie uczynić. Napiszmy więc do siebie list, w którym „krzywdziciel” wyraża żal za to, co zrobił, przeprasza nas i prosi o przebaczenie.

Problem ze zmianą perspektywy

Wielu ludzi twierdzi, że nie potrafi sobie wyobrazić takiej perspektywy. Niektórzy uważają, że jest to zaprzeczanie rzeczywistości. Rozumiem to i szanuję. Do tego, aby komuś przebaczyć nie jest potrzebne aby druga strona wyrażała skruchę i przepraszała nas za wyrządzone zło. Jeśli więc Ty nie jesteś w stanie uczynić takiego założenia to odpuść i pomiń ten krok i wróć do swojego listu, aby dopisać jego zakończenie.

Drugi list lub post scriptum

Ostatnim krokiem jest podjęcie decyzji o przebaczeniu. Jeśli udało Ci się przyjąć perspektywę krzywdziciela i odpowiedzieć na swój list to na tym etapie napiszesz do niego kolejny. A jeśli nie to wróć do tamtego listu i dopisz post scriptum. Ostatni moment to czas na powiedzenie „przebaczam”. To ten moment, w którym podejmujesz ostateczną i nieodwołalną decyzję o tym, by nie mścić się na osobie, która wyrządziła Ci krzywdę.

Rytuał na przypieczętowanie

Przypieczętowaniem tej decyzji może być rytuał, w czasie którego zniszczysz korespondencję, która powstała w procesie przebaczenia. Możesz więc podrzeć na drobne strzępy to, co napisałeś, zakopać to gdzieś w lesie, albo spalić. Niech sposób, w jaki to zrobisz, nabierze formę rytuału.

Przebaczyć Bogu?

Czy można przebaczyć Bogu? Czy warto przebaczyć Bogu? Każdy z nas ma w swojej głowie jakiś obraz Boga. Ten obraz jest zlepkiem tego, czego o Bogu nauczyli nas nasi rodzice i bliscy, co przekazała nam instytucja Kościoła, a także nasze własne doświadczenia. Dla wielu ludzi ich własne doświadczenia związane z „bogiem” są często ważniejsze niż doktryna, która głosi Kościół. Bo doktryna pochodzi od czegoś zewnętrznego, podczas, gdy osobiste doświadczenie jest nam bliskie, dlatego że jest nasze. Dlatego właśnie pomimo tego, że instytucja Kościoła rzymsko-katolickiego głosi przekaz o Bogu, który jest miłosierny, dobry i przebaczający, wielu ludzi doświadcza lęku przed Stwórcą. Oni tak naprawdę nie boją się samego Boga, ale boją się swojego wyobrażenia o Bogu.

Doktryna a życie

Z tych samych powodów niektórzy ludzie odczuwają żal i złość, których adresatem jest Bóg. Czują wobec niego te czy inne nieprzyjemne emocje, gdyż ich subiektywne doświadczenie podpowiada, że to On jest sprawcą krzywdy, której doświadczyli. I nie pomogą „mądre” (sic!) pisma Siemieniewskiego o tym, że takie podejście jest błędne. Bo takie podejście, będąc subiektywnym doświadczeniem, ma rację bytu. Ludzie, którzy doświadczyli chorób, śmierci lub innych nieszczęść w swoim życiu osobistym lub życiu swoich bliskich, mają prawo czuć złość do Boga. I choćby nie wiem jakie kościelne autorytety wmawiały im, że ich postawa jest niewłaściwa, to na nic się to nie zda. Możemy więc próbować dopasować kogoś do nieskazitelnej doktryny. Możemy też uznać, że coś jest czyimś subiektywnym doświadczeniem i pomóc mu sobie z nim poradzić.

Złość i smutek wobec Boga

Człowiek ma prawo czuć złość i smutek wobec Boga. Ci zaś, po których należałoby się spodziewać nieco większego wyczucia i empatii, powinni zrozumieć, że aby pomóc człowiekowi pojednać się z Bogiem, nie wolno zaprzeczać tym odczuciom. Trzeba być z człowiekiem w tym, co przeżywa, nawet jeśli uznaje się to za niezgodne z doktryną. Człowiek ma prawo przebaczyć Bogu i jestem pewien, że Bóg to doskonale rozumie. Człowiek, który przebacza Bogu, tak naprawdę nie przebacza Jemu, ale obrazowi Boga, który został ukształtowany w jego umyśle.

Eli, Eli, lema sabachthani?

Przeciwnicy „przebaczania Bogu” argumentują tym, że nie ma w Biblii ani jednego opisu sytuacji, w której ktoś wyraża przebaczenie swojemu Stwórcy. Zgadza się. Nie ma. Jednak jest w Ewangeliach pewien fragment, który pokazuje, że człowiek może doświadczać Boga w sposób niezgodny z doktryną i bardzo subiektywny. To fragment opisujący śmierć Chrystusa na krzyżu. To moment, w którym Jezus wypowiada słowa „Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił” (por. Mt 27, 46). Teologia chrześcijańska podpowiada, że Bóg nie może opuścić człowieka, a już na pewno nie Bóg nie może opuścić samego siebie, a przecież Jezus Chrystus jest przez nią uznawany za Boga.  Dlaczego więc Jezus Chrystus wypowiedział takie słowa? Wypowiedział je, ponieważ takie było Jego subiektywne doświadczenie w tym momencie. Wisząc na krzyżu odczuwał samotność i czuł się porzucony przez Boga, który de facto Go nie opuścił…

Jak przebaczyć Bogu?

W naszym subiektywnym doświadczeniu możemy mieć żal do Boga, możemy się czuć przez Niego skrzywdzeni i lepiej dla nas, byśmy nie udawali, że jest inaczej, ale stawili temu czoła. Jak to zrobić? Bardzo podobnie jak w sytuacjach, kiedy przebaczamy drugiemu człowiekowi. Powiedzmy Bogu o krzywdzie, którą nam wyrządził. Wyraźmy nasze emocje wobec Niego tak jak je czujemy (nie przebierając w słowach), pozwólmy sobie na odpoczynek, a gdy będziemy gotowi powiedzmy Bogu, że Mu przebaczamy.

Jak wybaczyć sobie błędy z przeszłości?

Wielu ludzi ma problem z wybaczeniem sobie błędów popełnionych w przeszłości. Żyją samooskarżając się przeżywając nieustanne poczucie winy, albo pozwalają innym, aby byli dla nich nieustannym wyrzutem sumienia. Jak sobie z tym poradzić? W jaki sposób wyjść z tego zaklętego kręgu? Jak wybaczyć sobie błędy popełnione w przeszłości?

Errare humanum est

Pierwszym krokiem do wybaczenia sobie błędów z przeszłości, jest – choć brzmi to paradoksalnie – danie sobie prawa do popełniania błędów. Tak, tak – danie sobie prawa do popełniania błędów… Bo bycie człowiekiem oznacza między innymi to, że mamy prawo do błądzenia, niewiedzy i eksperymentowania. Wiedzieli już o tym starożytni, bo stara łacińska maksyma mówi, że błądzenie jest rzeczą ludzką (errare humanum est). Jeśli nie dajemy sobie prawa do błądzenia to trudno będzie nam wybaczyć sobie błędy popełnione w przeszłości. Jednak tak naprawdę nie mamy wyjścia i choćbyśmy nie wiem jak udawali, że nie popełniamy błędów i chronili się przed nimi to prędzej czy później i tak przydarzy nam się coś, co z perspektywy czasu będzie można ocenić jaką błąd lub pomyłkę. Dla naszego samopoczucia lepiej jest, gdy popełnianie błędów uznamy za element naszej ludzkiej kondycji. Zaakceptujemy rzeczywistość taką jaką jest i uznamy, że i my mamy prawo, by błądzić.

Pożegnanie z oskarżycielem

Drugim krokiem jest pożegnanie z oskarżycielem. Nawet gdy damy sobie prawo do popełniania błędów (choć lepiej byłoby napisać: „gdy uznamy, że popełnianie błędów jest częścią ludzkiego życia”) możemy słyszeć głos, który będzie nam mówił: „Przecież powinieneś był to wiedzieć”, „Jak mogłaś być aż tak głupia?”, „To było karygodne”, „Człowiek na tym stanowisku nie może sobie pozwalać na takie rzeczy”… Ten wewnętrzny lub zewnętrzny głos to głos oskarżyciela, z którym definitywnie trzeba się pożegnać. Można to zrobić na przykład w ten sposób: „Wiem, że popełniłem/am błąd. Uznaję, że błądziłem/am, ale uznaję też moje prawo do popełniania błędów. Nie będę się gnębić z tego powodu/Nie pozwalam, abyś Ty robił/a mi wyrzuty z tego powodu”.

Włączenie autoempatii

Kolejną (trzecią) rzeczą, którą powinniśmy zrobić jest włączenie autoempatii, czyli spojrzenie na siebie z miłością i wyrozumiałością. Stanięcie wobec siebie w pozycji kochającego i wyrozumiałego rodzica, który chce zobaczyć i zrozumieć więcej. To nie ma być rodzic, który mówi: „A widzisz! Czego się spodziewałeś/aś? Dlaczego mnie nie słuchałeś/aś?”. Ten wewnętrzny rodzic ma być kimś kto powie nam: „Nie martw się. Takie sytuacje się zdarzają. Miałeś/aś prawo tego nie wiedzieć. Każdemu mogło się to zdarzyć. Zrobiłeś/aś to, co w tamtej chwili wydawało Ci się najlepsze. Rozumiem to. Akceptuję Ciebie z tym błędem. To, że to zrobiłeś/aś nie znaczy, że jesteś złym człowiekiem”. Jeśli mamy trudność z wyobrażeniem sobie, że jesteśmy dla siebie dobrym i kochającym rodzicem to spróbujmy tę perspektywę odnaleźć w inny sposób. Spróbujmy wyobrazić sobie nasze dziecko, z którym łączą nas silne więzi miłości i które popełniło „ten błąd”, a potem przychodzi skruszone, by nam o tym powiedzieć.

Głębsze spojrzenie

Spojrzenie z wyrozumiałością oznacza też konieczność głębszego spojrzenia na własne życie. I to jest czwarty krok. Ludzie są dobrzy. Ludzie nie czynią zła dlatego, że chcą je czynić, ale dlatego, że czasem nie potrafią inaczej.

Pamiętam jak na szkoleniu, które prowadziłem dla osób zagrożonych wykluczeniem społecznym, jeden z uczestników, który spędził za kratkami kilkanaście lat, powiedział: „Nie spotkałem w więzieniu ani jednego faceta, który w dzieciństwie miałby dobrą relację ze swoim ojcem”. Nie każdy z nas może powiedzieć, że jego dzieciństwo było szczęśliwe i pełne miłości.

Niestety nie każdy miał szczęście by – na przykład w psychoterapii – popracować nad tym co trudne. Nie każdy ma life coacha, który potrafi zrozumieć naszą sytuację przez pryzmat tego, co nas ukształtowało w dzieciństwie i wielu adolescencji. Nie każdy wie, że to wszystko, czego doświadczaliśmy jako dzieci (i nie tylko) miało wpływ na to kim jesteśmy i ma wpływ na nasze decyzje (także te błędne). Głębsze spojrzenie daje nam jeszcze więcej powodów do tego, aby okazać sobie zrozumienie, wykazać się autoempatią. Głębsze spojrzenie nie służy samousprawiedliwieniu się, bo błąd trzeba nazwać błędem i kropka. Zło trzeba nazwać złem. Jednak głębsze spojrzenie pozwala nam spojrzeć na siebie w nieco innym świetle, po to aby pomóc w procesie przebaczenia.

Przyjęcie nowej perspektywy

Gdy już damy sobie prawo do popełniania błędów, pożegnamy się z wewnętrznym lub zewnętrznym oskarżycielem. Kiedy okażemy sobie współczucie i głębiej spojrzymy na swoje życie, możemy zrobić jeszcze jedno. Możemy zastanowić się nad tym, co dzisiaj zrobilibyśmy inaczej. Jak zachowalibyśmy się mając obecną perspektywę, wiedzę i umiejętności? Jakie podjęlibyśmy działanie wiedząc, że tamto doprowadzi nas do błędu? Ta inna, właściwa perspektywa, nie wpływa prawdzie na samo przebaczenie sobie błędów z przeszłości, ale jest jego uzupełnieniem.

Szukasz wsparcia w życiu osobistym lub zawodowym?

Próbna sesja coachingu to 50 minut spotkania online, w czasie którego będziesz mógł/mogła sprawdzić jak pracuje się z Coachem Wiktorem. Przygotuj temat, nad którym chcesz popracować i z nim zgłoś się na sesję. Kliknij niżej, aby kupić sesję w bardzo promocyjnej cenie!

Próbna sesja coachingu Wiktor Tokarski

Konsultacja online trwa 30 minut. Jest przeznaczona dla tych osób, które mają doświadczenie pracy z coachem, ale chcą porozmawiać z Wiktorem, aby sprawdzić czy jest on odpowiednią osobą do poprowadzenia ich procesu i ustalić warunki współpracy. Klijnij niżej, aby zarezerwować termin konsultacji.

Konsultacja w sprawie coachingu Wiktor Tokarski
By |2024-06-07T18:31:40+02:00piątek, 12 października, 2018|0 komentarzy

Podziel się z innymi!

O autorze:

Trener biznesu i business coach. Trener rozwoju osobistego i life coach. Mentor przedsiębiorców, coachów i life mentor. Doktor socjologii. Pasjonat podróży. Wielbiciel psów.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Tytuł

Przejdź do góry