Jakiś czas temu prowadziłem trening kompetencji życiowych dla osób pozostających przez długi czas bez pracy. Celem szkolenia jest rozwinięcie takich umiejętności jak komunikacja interpersonalna, asertywność czy rozwiązywanie konfliktów. Nie przypuszczałem wówczas, że historia o „jabłkach z sadu proboszcza” zostanie we mnie na zawsze.
Odtrąceni i spisani na straty
W szkoleniach tego typu uczestniczą osoby będące pod opieką ośrodków pomocy społecznej. Często są to ludzie – choć oczywiście nie jest to regułą – którzy w swoich środowiskach czują się odtrąceni i spisani na straty. Ludzie, którym w życiu się nie powiodło i którym trudno uwierzyć, że jakakolwiek zmiana jest jeszcze możliwa.
Trening, o którym chcę Wam opowiedzieć, odbywał się w małej miejscowości. Grupa była nieliczna, złożona w większości z kobiet. Wśród uczestników był tylko jeden mężczyzna, około sześćdziesięcioletni. Nazwijmy go Stanisławem.
Izolacja
Staszek był tak zaniedbany, że odpychająca woń towarzyszyła mu na każdym kroku. Gdy podałem mu rękę na przywitanie, poczułem nieprzyjemną lepkość. Pod paznokciami widać było grubą warstwę brudu, która gromadziła się tam zapewne od miesięcy.
Pozostałe osoby wyraźnie od niego stroniły. Podczas przerw na kawę Staszek siedział sam przy stole. Kiedy zeszliśmy do restauracji na obiad, zauważyłem smutny widok: wszystkie panie siedziały ścieśnione przy jednym stoliku, a Staszek zajmował samotnie inne miejsce. Jego wygląd i zapach, jaki roztaczał, tworzyły wokół niego niewidzialną, trudną do przebicia barierę.
Trudna decyzja
Na widok tej sceny poczułem ogromny żal. Kobiety zrobiły mi obok siebie miejsce, jakby z góry zakładając, że nie będę chciał usiąść ze Staszkiem. Miały rację – nie miałem na to ochoty. Jedzenie w towarzystwie osoby tak bardzo zaniedbanej jest dla mnie wyzwaniem.
Stanąłem przed wyborem: albo usiądę przy komfortowym stoliku z paniami, potwierdzając tym samym izolację Staszka, albo usiądę obok niego, narażając się na nieprzyjemny zapach i – jak wtedy sądziłem – jednostronną, trudną rozmowę, bo Staszek do tej pory prawie się nie odzywał.
Jeden problem z głowy
Wtedy, zupełnie instynktownie, zapytałem panie przy wspólnym stoliku, czy my ze Staszkiem również się tam zmieścimy. Wiedziałem, że on sam nie będzie mile widziany, ale jako trener mogłem „przemycić” go do grupy. Uczestniczki stanęły przed wyborem: albo zjedzą obiad w swoim gronie, albo skorzystają z okazji, by lepiej poznać prowadzącego, godząc się na obecność Staszka.
Ku mojej uciesze wybrały drugą opcję. Odetchnąłem z ulgą, bo w pełnym składzie przy stole miałem przynajmniej jeden problem z głowy – nie musiałem sam prowadzić mozolnej konwersacji z małomównym kolegą.
W roli proboszcza
W środę pracowaliśmy nad rozwiązywaniem konfliktów. Podzieliłem uczestników na zespoły, a ukrytym celem gry było sprowokowanie sporu. Staszek wraz z Wiesią reprezentowali dom samotnej matki prowadzony przez Kościół. Staszek otrzymał rolę proboszcza, a Wiesia – rzutkiej gospodyni.
Zgodnie z moimi przewidywaniami to Wiesia przejęła inicjatywę, ale Staszek był wyraźnie zachwycony obsadzeniem go w roli „wielebnego”. Po raz pierwszy zobaczyłem, że się uśmiecha i żartuje. Cały dzień upłynął w świetnej atmosferze. Ludzie chętnie wykonywali zadania, a Staszek coraz śmielej zabierał głos. Zauważyłem, że świetnie radzi sobie z testami i posiada dużą samoświadomość. Nie stawiał oporu; w jednej ze scenek odegrał nawet postać teściowej, śmiejąc się przy tym serdecznie.
Zmiana
W miarę upływu treningu czułem, że odzyskuję Staszka dla grupy. Widząc, że się otwiera i angażuje, inni przestali trzymać go na dystans. I choć zapach pozostał ten sam – bo Staszek codziennie przychodził w tych samych ubraniach – miałem wrażenie, że nasze nozdrza stały się na niego mniej wrażliwe. Przestaliśmy widzieć brud, a zaczęliśmy widzieć człowieka.
Jabłka i cukierki
To, co wydarzyło się czwartego dnia, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Gdy usiedliśmy do pracy, Staszek wyciągnął dwie reklamówki. W jednej były piękne, czerwone owoce, w drugiej czekoladowe cukierki. Powiedział z szerokim uśmiechem: „To jabłka z sadu proboszcza”.
Przez ułamek sekundy pomyślałem, że może rzeczywiście przyniósł owoce z parafii, ale zaraz zrozumiałem żart. Przecież dzień wcześniej to on był proboszczem w naszej grze!
Wyraz wdzięczności
Gdy piszę te słowa, wciąż czuję wzruszenie. Moment, w którym Staszek rozdawał każdemu po jabłku i dwa cukierki, był dla mnie lekcją pokory. Zrozumiałem, jak ważne było dla niego to, że pierwszego dnia zaprosiliśmy go do wspólnego stołu i że konsekwentnie traktowaliśmy go jak pełnoprawnego członka naszej społeczności.
Po raz kolejny przekonałem się, że pod zniszczonym ubraniem często kryją się piękni ludzie. Bardzo kocham moją pracę. Uwielbiam spotkania z eleganckimi uczestnikami szkoleń korporacyjnych, ale kocham ją tak samo – a może nawet odrobinę mocniej – gdy widzę, jak człowiek zepchnięty na margines uśmiecha się, żartuje i przynosi innym „jabłka z sadu proboszcza”.
Ze szkoleń możesz skorzystać w następujących miastach: Białystok | Bielsko-Biała | Bydgoszcz | Chorzów | Częstochowa | Dąbrowa Górnicza | Elbląg | Gdańsk | Gdynia | Gliwice | Gorzów Wielkopolski | Katowice | Kielce | Koszalin | Kraków | Łódź | Lublin | Olsztyn | Opole | Płock | Poznań | Rybnik | Ruda Śląska | Radom | Rzeszów | Sosnowiec | Szczecin | Tarnów | Toruń | Tychy | Wałbrzych | Warszawa | Włocławek | Wrocław | Zabrze | Zielona Góra oraz Online
To też może Cię zainteresować








No cóż mam napisać, sama się wzruszyłam.
To bardzo miłe 🙂