Były takie czasy, w których powszechne było przekonanie, że długodystansowe bieganie przeznaczone jest wyłącznie dla mężczyzn. Kobiety mogły biegać tylko na krótkich dystansach, bo groziły im przykre fizyczne konsekwencje. Straszono je, że jeśli będą próbować biegać na długich dystansach to ich klatka piersiowa zostanie owłosiona, będą miały „potężne nogi” i aseksualną budowę ciała. Najgorszą konsekwencją, która miała im grozić było wypadnięcie macicy. Jeśli myślicie, że takie rzeczy głoszono w średniowieczu to was rozczaruję. Takie poglądy były powszechne jeszcze 50 lat temu. Dzisiaj niektórzy wierzą, że żona ma być posłuszna mężowi? Niemożliwe? A jednak!

Przełomowy rok dla Katherine Switzer

To właśnie mniej więcej wtedy, a dokładnie rzecz biorąc w 1967 roku w Bostonie wydarzyło się coś co dla niektórych było oburzające, a dla innych motywujące i dające nadzieję. To był rok, w którym po raz pierwszy w historii w maratonie zarejestrowała się i wzięła udział kobieta Katherine Switzer. Jak to się stało?

Oszust na maratonie

Aby móc wziąć oficjalny udział w biegu Katherine zarejestrowała się na liście biegaczy używając tylko skrótu swojego imienia. Nikt nie mógł wiedzieć, że pod literką „K.” ukrywa się kobiece imię. Na starcie maratonu ubrana była tak, by nikt jej nie mógł rozpoznać. Towarzyszyli jej: narzeczony i trener.

Na początku nikt, oprócz jej bliskich, nie miał pojęcia, że w tym męskim gronie znalazł się „oszust”. Jednak, gdy w pewnym momencie biegnących minął samochód z dziennikarzami, na którym znajdował się jeden z organizatorów maratonu Jock Semple oszustwo się wydało. Semple zeskoczył z samochodu, aby usunąć z trasy biegu kobietę. Pobiegł za nią i krzyknął: „Wynoś się z trasy mojego biegu i oddaj mi swój numer startowy”. Był pełen agresji. Próbował nawet siłą zerwać jej numer. Jednak narzeczony Katherine zepchnął go z trasy maratonu, aby jego ukochana mogła kontynuować swój bieg. Całe to wydarzenie zostało zarejestrowane przez dziennikarzy na zdjęciach i materiale filmowym.

Nie dla własnej satysfakcji

Katherine wiedziała, że musi biec. Biegła nie dla własnej satysfakcji i chwały, ale dla tysięcy kobiet, które nie mogły tego robić, ponieważ zabraniało im tego społeczeństwo wierzące w bzdurne stereotypy. K. Switzer ukończyła maraton z czasem 4 godziny i 20 minut i stała się legendą. To właśnie dzięki niej i innym odważnym biegaczkom pięć lat później zezwolono kobietom na udział w maratonie Bostońskim. Powiedziała: „Wiemy, że jeśli damy kobietom równe prawa to mogą osiągnąć wszystko”.

Niechciany coaching

Piszę dzisiaj te słowa nieco smutny. Jestem w pewnej miejscowości na Podkarpaciu, w której świadczę coaching dla ludzi objętych pewnym programem rozwojowym. Nie podaję szczegółów, ale myślę, że nie są one istotne. Dzisiaj miałem odbyć drugą rozmowę z pewną kobietą, która bardzo potrzebuje pomocy. Gdy przyszła na pierwsze spotkanie była bardzo zalękniona. Miałem wrażenie jakby czuła się niezręcznie rozmawiając z kimś o swoich kłopotach. Śpieszyła się i poprosiła o skrócenie spotkania, by mogła szybko wrócić do domu. Miałem nadzieję, że to tylko niezbyt sprzyjające okoliczności i że następnym razem wszystko będzie dobrze.

Nieobecność na sesji coachingowej

Gdy dzisiaj wybiła godzina rozpoczęcia sesji coachingowej zacząłem się niepokoić. Pani Maria (imię zmienione) nie przychodziła. Po 15 minutach zdecydowałem się zadzwonić. Miałem dwa numery telefonu: stacjonarny do jej domu oraz komórkowy – prywatny. Wybrałem ten drugi. Odebrała bardzo zdenerwowana. „Chciałam odwołać spotkanie i zrezygnować z programu”. „Ale jak to zrezygnować? Przyjechałem z daleka aby spotkać się z Panią. Byliśmy przecież umówieni” – powiedziałem. „Wiem. Bardzo Pana przepraszam. Chciałabym się spotkać, ale nie mogę” – odpowiedziała. „Jest Pani w domu czy gdzieś indziej?”. „Jestem na rynku. Niedaleko od Pana, ale nie będę mogła brać udziału w programie”…

Posłuszna mężowi

Na szczęście udało się namówić Panią Marię, by przyszła przynajmniej na kilka minut. „Czy dzwonił Pan do mnie do domu?” – zapytała wystraszona. „Nie. Dzwoniłem tylko na numer komórki, który mi Pani podała”. „To dobrze. Bo gdyby dowiedział się o tym mój mąż to byłoby źle…”.

Pani Maria jest starszą osobą. Mieszka w małej wiosce, w której ludziom w jej wieku wydaje się, że żona ma być posłuszna mężowi. Żyją w bardzo religijnej społeczności. Chodzą do kościoła, a w kościele ksiądz przypomina kobietom, że mają być posłuszne swoim mężom, bo „tak jest napisane w Biblii”. Interpretacja tego jest taka: jesteś kobietą, a więc twoim obowiązkiem jest pranie, sprzątanie, gotowanie i rodzenie dzieci. Masz siedzieć w domu i nie powinnaś narzekać. Jesteś winna posłuszeństwo swojemu małżonkowi.

Jak nakaz to nakaz

Cóż więc zrobić… Skoro Pismo Święte (sic!) tak mówi to pani Maria jest posłuszna. Jeśli mąż każe jej coś zrobić, to ona to robi. Jeśli zaś jej czegoś zabrania, to Pani Maria robić tego nie może. Jest przy tym bardzo niemiły i apodyktyczny. Gdy dowiedział się, że jego żona chodzi na spotkania o jakiejś dziwnej nazwie, a do tego ten „kołczing” (sic!) odbywa się z jakimś obcym mężczyzną i polega na rozmowie, to dostała od swego protektora całkowity i bezwzględny zakaz… Ot, ciekawe przekonanie…

W zeszłym roku minęło 50 lat od sławetnego biegu K. Switzer w maratonie bostońskim, a w tym roku mija 100 lat od przyznania kobietom w Polsce praw wyborczych. Okazuje się jednak, że w kwestii pojmowania roli i miejsca kobiet w społeczeństwie wiele jest jeszcze do zrobienia. Ile czasu musi jeszcze upłynąć, by zmieniła się mentalność w małych miejscowościach o tradycjonalistycznym podejściu do życia? Tego nie wiem. Mam jednak nadzieję, że taka zmiana się dokona i że żadna kobieta nie będzie żywić przekonania, że powinna być posłuszna mężowi.

Chcesz od razu przejść do działania?

Life coaching

Wybierz sesje pojedyncze lub pakiety life coachingu

Kup sesję próbną life coachingu

Ciągle się wahasz? Sprawdź jak pracuje się z coachem Wiktorem

Chcesz od razu przejść do działania? Przejdź do sklepu

FAQ – często zadawane pytania

Jak List do Efezjan opisuje relację między małżonkami?

List do Efezjan opisuje relację małżeńską używając analogii do relacji Chrystusa i Kościoła. Zawiera fragment "żony mężom jak Panu. Bo mąż jest głową żony, jak Chrystus głową Kościoła". Jednakże równie ważne jest wskazanie dla mężów, aby "miłowali swoje żony, jak Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie". Jest to więc raczej wezwanie do wzajemnego szacunku i miłości, niż jednostronnego podporządkowania.

Czy w Biblii żona powinna być posłuszna mężowi we wszystkim?

Biblia nie nakazuje żonie bezwarunkowego posłuszeństwa wobec jakichkolwiek zachcianek męża. Choć w Nowej Biblii Gdańskiej czytamy, że "żony niechaj będą poddane swoim mężom", to kontekst jest istotny - poddanie to ma być "w bojaźni Chrystusowej" i dotyczy obu małżonków. Mąż jest wezwany do miłowania żony jak własnego ciała, a małżeństwo ma odzwierciedlać relację miłości i wzajemnego oddania, nie zaś relację władzy.

Jak współcześnie interpretować biblijne stwierdzenie, że "mąż jest głową żony"?

Współczesna interpretacja tego fragmentu z Listu do Efezjan podkreśla, że "głowa" w kontekście biblijnym oznacza nie tyle władzę, co odpowiedzialność i troskę. Tak jak Chrystus jest głową Kościoła nie po to, by go wykorzystywać, ale by mu służyć i go chronić, tak mąż ma być źródłem wsparcia i bezpieczeństwa. Nie oznacza to ograniczenia wolnego wykonywania praw osobistych przez żonę, a raczej wzajemne uzupełnianie się małżonków w relacji opartej na miłości i szacunku.

Co List do Efezjan mówi o obowiązkach męża wobec żony?

List do Efezjan jasno określa, że "mężowie powinni miłować swoje żony jak własne ciała". Czytamy tam: "Mężowie, miłujcie wasze żony, jak Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie". To pokazuje, że mąż jest wezwany do ofiarnej, bezwarunkowej miłości, która nie szuka własnych korzyści. Mąż ma dbać o dobro żony, jej godność i rozwój, oddając się jej całkowicie, tak jak Chrystus oddał się Kościołowi.

Czy małżeństwo według Pisma Świętego zakłada równość małżonków?

Pismo Święte, choć powstało w kontekście patriarchalnym, zawiera rewolucyjne na swoje czasy przesłanie o godności kobiety. Biblijny ideał małżeństwa to związek dwóch równych osób, choć z różnymi rolami. Małżonkowie są "jednym ciałem wewnętrznym" i "jesteśmy członkami jego ciała" - jak pisze Efezjanin. Oznacza to, że zarówno mąż, jak i żona mają być sobie wzajemnie poddani w miłości i szacunku, uznając swoją równą wartość jako osób stworzonych na obraz Boży.

Jak papież Pius XI wypowiadał się na temat poddania żony mężowi?

Papież Pius XI w encyklice "Casti Connubii" wyjaśniał, że poddanie żony mężowi nie oznacza zaprzeczenia jej wolności i godności. Podkreślał, że żona nie jest służącą, lecz towarzyszką życia, a pierwszeństwo męża przed żoną nie oznacza arbitralnej władzy. Poddanie to ma wynikać z miłości, a nie z przymusu, i być ukierunkowane na dobro całej rodziny. Papież zaznaczał, że oboje małżonkowie są równi jako osoby, choć mogą pełnić różne role w rodzinie.

Czy sformułowanie "żony mężom jak Panu" oznacza, że mąż zastępuje Boga?

Absolutnie nie. Sformułowanie "żony mężom jak Panu" z Listu do Efezjan nie oznacza, że mąż zastępuje Boga ani że należy mu się boska cześć. Jest to raczej wskazanie, że żona ma odnosić się do męża z szacunkiem, podobnie jak wspólnota wierzących odnosi się do Chrystusa. Jednocześnie mężowi stawia się jeszcze wyższe wymagania - ma on miłować żonę tak, jak Chrystus umiłował Kościół, czyli ofiarnie i bezwarunkowo, będąc gotowym do poświęceń dla jej dobra.

Jak pogodzić tradycyjne biblijne nauczanie o małżeństwie ze współczesnym rozumieniem równości płci?

Pogodzenie biblijnego nauczania ze współczesnym rozumieniem równości płci wymaga odróżnienia kulturowych uwarunkowań tekstów biblijnych od ich duchowego przesłania. Gdy Efezjanin pisze o poddaniu żony mężowi, czyni to w kontekście wzajemnego poddania wszystkich chrześcijan sobie nawzajem "w bojaźni Chrystusowej". Istotą biblijnego nauczania o małżeństwie jest wzajemna miłość, szacunek i troska, nie zaś sztywna hierarchia. Współcześnie oznacza to partnerstwo oparte na równej godności, gdzie decyzje podejmowane są wspólnie, z rozsądkiem i wzajemnym szacunkiem, a nie przez jednostronne narzucanie woli.